Jak wyglądał „Biały Cień” na Fornoście 2019?

0

Gra główna konwentu Fornost to punkt kulminacyjny wydarzenia. Tegoroczna, zatytułowana „Biały Cień” miała miejsce 2-3.08.2019, chociaż dla chętnych mogła się zacząć noc wcześniej,  na nieobowiązkowych prologach wprowadzających, które odbyły się 1.08.

Na temat tego jak wyglądało pierwsze spotkanie z grą główną Fornostu relację przygotowała Patrycjusz Kamaszuk: 

W pierwszy weekend sierpnia miałam okazję wziąć udział w Grze Głównej konwentu larpowego Fornost. Fabuła tego larpa osadzona jest w świecie książek J.R.R. Tolkiena, a akcja rozgrywa się około 150 lat po wydarzeniach z sześcioksiągu na północnym pograniczu Arnoru. Fabuła kontynuowana jest z edycji na edycję i tworzy spójną koncepcję dalszych dziejów Śródziemia, które zostało opanowane przez Aernara – majara ogłaszającego się panem światła, jego zwolenników oraz opozycji.

Odnośnie Fornostu krążą po świecie przeróżne plotki. Często są to opinie negatywne, traktujące o archaiczności konwencji, przestarzałości mechaniki i mocno gamistycznym podejściu. Dlatego byłam bardzo pozytywnie zaskoczona podczas rozmowy z Łukaszem Szelągiem, głównym organizatorem konwentu, oraz Karolem Szafrańskim, naczelnym fotografem Fornostu i twórcą części kart postaci. Informacje przedstawione przez chłopaków diametralnie różniły się od tego, czego dowiedziałam się wcześniej. Wbrew plotkom nie jest to zamrożony w latach 90′ event. Gra coraz bardziej idzie w stronę narratywistyczną, używane są słowa bezpieczeństwa i wprowadzona została mechanika czochrana. Dla osób odgrywających bardziej gamistyczne wątki istnieją mechaniki walki, bezpieczeństwa i punktów życia.  

Niestety w czwartek nastąpiły pewne komplikacje logistyczne i przybyłam na wydarzenie z kilkugodzinnym opóźnieniem, w związku z czym nie byłam w stanie wziąć udziału w warsztatach oraz blackboxach wprowadzających do wydarzeń z gry. Poznałam natomiast bardzo miłe towarzystwo, które, mimo że mocno ze sobą zżyte i wydające się na pierwszy rzut oka nieco hermetyczne, bardzo ciepło przyjęło mnie do swojego grona. 

W piątek od około południa planowane były indywidualne briefingi i tu nastąpił pierwszy większy zgrzyt. Okazało się, że nie wszyscy mieli takie szczęście jak ja i nastąpiły obsuwy z częścią kart postaci. W związku z tym powstał również ciąg przesunięć czasowych związanych z późniejszym startem briefingów, ich długości i ogólnych przygotowań, także na teren gry dotarliśmy w okolicach godziny 18.00, zamiast planowanej godziny 15.00. 

Samo miejsce to znajdowało się 15 minut spacerkiem od pola namiotowego oraz agro, w którym pomieszkiwała część graczy. Tu znowu zaimponowało mi zaangażowanie organizatorów, gdyż po problemach z poprzednią lokacją i przymusowej emigracji byli w stanie zbudować małą wioskę w środku lasu zupełnie od podstaw. I mimo, że chatki były dość skromne, wystarczyły do stworzenia klimatu wsi na końcu świata, szczególnie że wystrój wszystkich miejsc był bardzo starannie przygotowany i bogaty.

Największym dla mnie minusem w lokacji fabularnej był brak sanitariatów na miejscu. Konieczne było cofnięcie się na pole namiotowe, gdzie zapewnione były zarówno toalety, jak i prysznice. 

Sama gra okazała się być ciekawą koncepcją, która zaowocowała powstaniem larpa narratywistyczno-symulacyjno-gamistycznego. 

Z racji dużego wyboru frakcji, do których można było dołączyć, miałam wrażenie, że w jednym momencie na grze odbywało się kilka larpów o zupełnie odmiennych fabule i formule. W związku z tym, w zależności od preferencji, mogłam wcielić się w mieszkańca wsi Galston, gdzie konwencja była w większej mierze nastawiona na wątki społeczne, obyczajowe i romantyczne (nie zabrakło jednak sympatyków frakcji walczącej). Mogłam dołączyć również do Armii Aernara, która odgrywała wątki w większości militarne i polityczne, jednocześnie mając duży kontakt z mieszkańcami, co pozwalało nakierować grę w stronę narratywizmu. W przypadku chęci na typowo gamistyczną zabawę, istniały też obozy krasnoludów i Strażników Północy, których głównym motywem była walka z opozycją. 

W moim przypadku była to gra we frakcji mieszkańców, która, jak wcześniej wspomniałam, była nastawiona na narratywizm i immersję. Postać, którą odgrywałam była przeciętną wiejską dziewczyną marzącą o tym, by znaleźć w życiu miłość i się ustatkować. Zagmatwał to jednak fakt, że dzień przed jej ślubem pojawił się się jej wcześniejszy zaginiony narzeczony, co doprowadziło do moralnego konfliktu. Wokół tego jednak toczyło się normalne wiejskie życie, w którym postać jak najbardziej uczestniczyła. 

Fornost okazał się moim odkryciem roku 2019. Nie spodziewałam się po nim wiele, a dostałam dobrze napisaną fabułę i ciekawą postać oraz wiele dróg, którymi mogła podążyć. Wierzę, że problemy, przed którymi stanęli autorzy zostaną skutecznie rozwiązane przed kolejną edycją, szczególne jeśli uda się zaangażować większą ilość organizatorów. 

Ja na pewno pojawię się w przyszłym roku i mam nadzieje, że kolejna edycja przyniesie mi równie wiele przyjemności.

Zapraszamy do galerii zdjęć z gry:

 

Podziel się.