Konkret – Recenzja – Kret i Konkret

0

Kret i Konkret

Konkret został słusznie oceniony przez uczestników jako „;;jednodniowy konwent z dwoma noclegami”;;. Określono go tak z powodu małej liczby punktów programu w piątek i niedzielę, oraz niewielu konwentowiczów pojawiających się w tych dniach w Miejskim Domu Kultury w którym konwent się odbywał.

W konwencie wzięło udział niewiele ponad dwieście osób –;; łącznie z prelegentami, gośćmi i organizatorami. Wiem też, że konwent nie zwrócił się i zabrakło wielu sprzedanych akredytacji by to się stało. Winę za to ponoszą organizatorzy, którzy kompletnie zignorowali potrzebę reklamy, ba, nawet informacji o konwencie. Tydzień przed nim na oficjalnej stronie www brakowało konkretów (sic!), a ogólne informacje nie były wystarczające. Utrudniło to wielu osobom podjęcie decyzji o ewentualnym wyjeździe. Także podany na stronie www dojazd na konwent nie był doskonały i wiem, że nawet coniektórym Warszawiakom nie było łatwo się nań dostać. Nie mówiąc już o tych spoza stolicy.

Na konwent wpuszczano od godziny 17, także ci którzy przybyli wcześniej musieli inaczej spędzić ten czas. Spowodowane to było zajęciami które w MDK musiały się odbyć i na co organizatorzy nie mieli wpływu.

Informator i program stanowiły dwa oddzielne zeszyty. Pomysł godny uwagi –;; mniej papieru nosi się w kieszeni. Jednak oba zeszyty to kilka skserowanych (krzywo) i zszytych stron. Więc za wartości estetyczne punktów wydawnictwo konwentowe nie dostanie.

Jeden z zeszytów był jednocześnie specjalnym numerem pisemka wydawanego przez Stowarzyszenie Humor i Fantastyka (HiF), jednak nie był specjalnie śmieszny.

Do spania wyznaczono dwie duże sale. Było w nich czysto i ciepło oraz panowała niewątpliwie miła atmosfera. Na pewno przyczyniła się do tego mała liczba osób śpiących na terenie konwentu. Miejsca było dużo, a jedynym problem byli bawiący się do późna konwentowicze. Jednak jedynie dla tych którzy chcieli się wyspać.

Na program składały się trzy bloki: literacki, fandomowy i rpg. W bloku fandomowym znajdowały się konkursy i punkty programu które nie zmieściły się do dwóch pozostałych bloków. Program był interesujący i myślę, że konwentowicze nie nudzili się. Chyba, że ktoś interesował się tylko grami rpg lub tylko literaturą. Wtedy rzeczywiście mogły być w programu miejsca pozbawione dla takiego uczestnika interesujących rzeczy. Ja bawiłem się bardzo dobrze. Wszystkie punkty programu odbyły się (odwołany przed konwentem przyjazd Andrzeja Pilipiuka został w programie uwzględniony), tylko kilka miało spóźnienie, z czego jeden dość spore (30 minut). Prelegenci byli przygotowani, bardzo ciekawe były spotkania z autorami. Konkursy również zaskakiwały –;; sala (konferencyjna) uniemożliwiała zbytni hałas i harmider więc, o dziwo, nawet na kalamburach i konkursie fan(t)a(s)tycznym panował względny porządek.

Bardzo fajnym pomysłem okazały się Krety. Uczestnicy dostawali specjalne kupony z określoną wartością nominalną wyrażoną w ilości Kretów. Stały się one specyficzną konwentową walutą, która miała przeliczenie na nagrody. Uzbierawszy pewną ich ilość można było wymieniać je na nagrody. Co ciekawe nie tylko w konkursach można było Krety zdobywać. Także prelegenci i goście po prelekcji mieli zadawać pytanie i przyznawać nagrody w postaci Kretów. Jednak nie wyszło to do końca tak jak miało wyglądać w zamierzeniu organizatorów. Prelegenci i gości nie mając pomysłu na pytania często oddawali Krety osobom które np. zadawały im pytania. Mimo wszystko jednak pomysł sprawdził się i bardzo spodobał się konwentowiczom.

Muszę także napisać o nieprzyjemnym incydencie który zdarzył się piątkowej nocy. W czasie kiedy grupka, w której także i ja byłem, oglądała film w sali filmowej wpadł do niej jeden z organizatorów, wielki chłop, z piwem w ręku i zaczął delikatnie mówiąc wszczynać burdę z powodu rzekomego niszczenia prywatnych taśm. Skończyło się bez rękoczynów, ale muszę przyznać, że napędził nam stracha. Trzeba też oddać honor reszcie organizatorów. Drugiego dnia zachowali się bardzo ładnie, przeprosili.

Konkret odbywał się w Miejskim Domu Kultury oddalonym od centrum Warszawy kilkanaście minut jazdy autobusem. Miejsce wybrano zupełnie nieźle. Blisko było do sklepu i chińskiego baru, a także przystanków autobusowych. Było czysto przez cały czas trwania konwentu, w łazienkach był papier i ciepła woda. Znaleźć można było także prysznice. W MDK nie było niestety bufetu. Stał jedynie z automat z napojami (ciepłe i zimne) i batonikami.

Konwent podobał mi się. Oczywiście nie żałuję, że na niego przyjechałem. Nie było to zasługą jedynie wspaniałych ludzi z którymi konwent miałem przyjemność spędzać, ale także wysiłkiem i staraniami organizatorów. Mimo, że konwent miał kilka minusów to jednak dobry program, fajne miejsce, ciekawi goście mają decydujący wpływ na pozytywną ocenę konwentu. Ja wystawiłem czwórkę – za dobrą organizację, ale też za znajomych dzięki którym bawiłem się jeszcze lepiej.

Podziel się.