Moda na wszystko

7

Pamiętacie, jak całkiem niedawno tłumaczyłem się ze zniknięcia i powrotu konwentów mangowych na Informator Konwentowy? Stwierdziłem na końcu, że jestem ograniczonym bucem, co nie jest oczywiście do końca prawdą. Spektrum moich zainteresowań jest dość szerokie, ale jadąc na festiwal fantastyki, oczekuję na nim przede wszystkim fantastyki.

Panująca na polskich konwentach moda na wszystko sprawia, że coraz rzadziej w programie imprezy znajduję to, co jest dla mnie interesujące. To powoduje dość spore zgrzytanie zębów, a tłum na imprezie wcale nie jest dla uczestnika najważniejszą rzeczą.

Król wszystkiego

Królem tego trendu jest oczywiście Pyrkon, który od wielu lat stara się wepchnąć do programu jak najwięcej rzeczy, które zainteresują jak najwięcej osób. Największy festiwal fantastyki w Polsce, według mnie ma coraz mniej z fantastyki, a jego anglojęzyczna nazwa (multigenre fan convention) o wiele lepiej oddaje ideę całości.

Oczywiście, nie mam im tego za złe, dzięki tłumom są w stanie zrobić wiele rzeczy bardziej epicko niż ktokolwiek inny, ale problem pojawia się, gdy każdy chce mieć swój Pyrkon. Festiwale prześcigają się w upychaniu masy niezwiązanych z sobą rzecz tylko po to, aby przyciągnąć jak największą liczbę ludzi.

Co chwilę któraś z imprez fantastycznych chwali się coraz to nowymi rekordami frekwencji, które w żaden sposób nie rzutują na poziom wydarzenia. Efekt jest taki, że w programach mamy kolejne pokazy fireshow, koncerty i prelekcje o tym, jak zamawiać pizzę.

Sam miałem kiedyś problem aby przekonać organizatorów imprezy, którą miałem współorganizować, że nie tędy droga. Nadmuchane programy imprez nie robią już takiego wrażenia, nikt i tak nie pójdzie na 500 godzin programu w ciągu weekendu.

Rozrywka (nie)potrzebna

Jakiś czas temu Nadya na swoim blogu Jestem Geekiem pisała o tym, czego mogłyby uczyć się konwenty od targów gier komputerowych. Jednym z poruszonych tematów były bloki elektronicznej rozrywki, które przygotowywane są po prostu źle.

Ten przykład jest doskonały, organizatorzy wrzucają dwie lub trzy konsole do sali i mówią o tym, że można u nich pograć. Albo, co gorsza, robią turniej esportowy, który albo nie ma nic wspólnego z esportem, albo w ogóle nie ma nic wspólnego z fantastyką.

Zamiast tworzyć coś, co zainteresuje przede wszystkim fandom, tworzy się bloki mające na celu po prostu przyciągnąć ludzi. Nie chcę wyjść na jakiegoś zamkniętego w swoim światku buca, ale według mnie nie tędy droga. Są ciekawsze pomysły na ten blok, pozwalające dalej eksplorować nasze główne hobby, jakim jest fantastyka.

Rozumiem, budżety imprezy nie biorą się znikąd, a sponsorzy są hojniejsi dla dużych wydarzeń. Tylko czy naprawdę potrzebujemy samych dużych imprez, które oferują wszystko i nic?

Mniej nie znaczy gorzej

Mniej nie znaczy gorzej

W inny sposób

Gdyby jednak podejść do sprawy inaczej, starając się stworzyć blok, który jest przyjazny ograniczonym bucom takim jak ja (czyli tym, którzy są zainteresowani poszerzaniem swojej wiedzy, a nie nabywaniem jej od zera), a dopiero potem starać się stworzyć na tej podstawie rzeczy atrakcyjne dla przeciętnego Kowalskiego, wszystko pewnie wyglądałoby lepiej.

Zamiast obejrzeć kolejny turniej esportowy na konwencie fantastyki, chętniej posłuchałbym o tworzeniu gier w tym klimacie. W bloku mangowym wolałbym zobaczyć dyskusje o tym, co dotyka naszego hobby. Jest wiele sposobów, aby sprawić, żeby dany blok był ciekawy dla fandomu, i jednocześnie dla ludzi spoza niego.

Dla niektórych ideą konwentów jest zarażenie bakcylem jak największej ilości ludzi. Samo zachęcenie kogoś do przyjścia na imprezę nie uczyni go fantastą, tym bardziej członkiem fandomu.

Jeśli chcemy wyjść do ludzi z swoim hobby, musimy im pokazać, że oni tak naprawdę już go dotykają, i jest dla nich na wyciągnięcie ręki. Pokazanie im turnieju esportowego czy fireshow nie zmieni ich nastawienia do fantastyki.

Nadzieja

Nadzieją dla mnie są imprezy lokalne i specjalistyczne, które nie aspirują do bycia nie-wiadomo-jak dużymi wydarzeniami, takie jak Imladris czy zjAva. Pokazują one, że im mniejszy i lepiej skrojony pod konkretnego odbiorcę program, tym lepszy jest odbiór imprezy.

Oczywiście, nie przeszkadza mi to, że mamy więcej dużych imprez, tylko nie zawsze ilość idzie w parze z jakością. Drodzy organizatorzy, przy planowaniu swojej imprezy pomyślcie o tym, czy robicie konwent fantastyki czy targi popkultury.

 

Podziel się.