Piątkowy Felieton Diabła: Coś się kończy, coś się zaczyna

1

W życiu każdego człowieka nadchodzi taki moment, w którym trzeba podjąć jakąś ważną decyzję. U mnie właśnie nadeszła taka chwila. Po ponad pięciu latach bycia redaktorem naczelnym Informatora Konwentowego, po wielu przerwach i urlopach, rezygnuję ze swojej funkcji.

Nie oznacza to, że kompletnie opuszczam Informator Konwentowy. Na pewno będę starał się co tydzień lub dwa napisać felieton. Być może czasami zdarzy mi się napisać relację z konwentu. Fakt jednak jest taki, że w ostatnim czasie zwyczajnie nie wyrabiam z obowiązkami.

Nie chcę całkowicie zarzucić swojej działalności na IK. Po prostu nie mam tyle czasu i chęci, żeby zajmować się całą machiną administracyjną. To bardzo dużo pracy i powie wam to każdy, kto kiedykolwiek prowadził większy serwis.

Trudno wybrać rzecz, która sprawia mi najmniej satysfakcji i z której powinienem zrezygnować. Robię konwenty, udzielam się fanowsko w wielu miejscach, prowadzę serwis. Wszystkie te aktywności kocham. Nawet użeranie się z organizatorami konwentów, którzy nie zawsze rozumieją jakiego rozmiaru grafik potrzebuję, nie jest takie złe.

Do IK wprosiłem się sam. Po odejściu z Bestiariusza oznajmiłem borgowi, że chcę pisać dla niego. Nie było z jego strony większego sprzeciwu, ale mogło to też wynikać z dramatycznego braku rąk do pracy. Po dwóch latach zresztą Jakub załapał alergię na fandom po zrobieniu Polconu we Wrocławiu.

Widząc, jak serwis idzie na dno, postanowiłem poprosić borga o przekazanie mi obowiązków naczelnego. W chwili gdy nim zostałem w redakcji znajdowałem się w praktyce tylko ja. Okazjonalnie pomagał mi BAZYL przy korekcie tekstów, a pan Rzepecki dalej miał dość fandomu.

W zasadzie pierwsze dwa lata bycia naczelnym ciągnąłem serwis sam, czasami otrzymując pomoc od co bardziej życzliwych znajomych. Nieoceniona była tu pomoc Nadyi, którą możecie kojarzyć z bloga Jestem Geekiem. To ona zaszczepiła mi w głowie pewne dobre zwyczaje i pomogła ogarnąć poziom moich tekstów. Jest spora szansa, że bez jej pomocy poddałbym się już wtedy, skazując IK na zapomnienie.

Dwóch byłych naczelnych na zlocie redakcji w Krakowie.

W 2015 roku postanowiłem przeprowadzić pierwszą rekrutację poza swoimi znajomymi. Zaskoczyłem się pozytywnie, widząc, że wśród nadesłanych zgłoszeń są osoby, które mogą naprawdę coś osiągnąć. Niejednokrotnie uśmiałem się, czytając motywacje ludzi. Nikt chyba nie przebije yarrow, która napisała wprost, że aktualnie jest bezrobotna, więc będzie miała masę czasu. A na konwenty odłożyła wcześniej, więc do końca roku ma w planach jeszcze cztery (a był wrzesień). Trzeba mieć w życiu priorytety, c’nie?

W międzyczasie otworzyliśmy dział konwentów mangowych i dział larpów. Oba w jakiś sposób trzymają się i ciągną swoje obowiązki do przodu. W zeszłym roku obchodziliśmy piętnastolecie działalności IK (umowne, ale cóż, to dłuższa historia). Zawsze powtarzałem, że po piętnastoleciu zostawiam to komuś innemu.

Jeszcze przez rok się oszukiwałem, że może jakoś pogodzę swoje różne obowiązki. Niestety, prawda jest taka, że przez ostatnie dwanaście miesięcy skupiłem się na pisaniu felietonów, zostawiając całą administracyjną innym, szykując ich na to, że nie będę tego serwisu prowadził wiecznie. Dzisiaj właśnie jest ten moment.

Chociaż nie przychodzi mi to łatwo, po prostu wiem, że bez tej oficjalnej deklaracji nie będę w stanie dać Pyrkonowi, Arkhamerowi i Imladrisowi tyle, ile te imprezy ode mnie potrzebują. Zapewne będę pomagać jak się tylko da Paulinie, która przejmie moje obowiązki. Ale to oficjalnie jest koniec mojej kadencji redaktora naczelnego Informatora Konwentowego.

Podziel się.