Piątkowy Felieton Diabła: Kanibalizm konwentowy

4

W ciągu ostatnich lat liczba konwentów odbywających się w tych samych terminach wzrosła. Najlepszym przykładem jest wrzesień, kiedy praktycznie co weekend są 3-4 wydarzenia. Jednak sytuacja, która będzie miała miejsce 10-11 lutego we Wrocławiu, jest wyjątkowa. Chyba po raz pierwszy w tym samym czasie odbędą się dwa konwenty w tym samym mieście.

Przypadek jest dość szczególny. Organizatorzy wzajemnie się oskarżają o to, kto pierwszy zarezerwował ten termin, kto komu robi na złość i wbija szpile. Całość odbywa się w przepięknej atmosferze wzajemnego hejtu i kompletnego braku poszanowania. Z jednej strony rozumiem zdenerwowanie. Z drugiej nie jeden hejt wywołałem, żebym nie wiedział, jak to szkodzi wizerunkowi imprezy.

Nie będę się jednak rozwodził nad wojną prowadzoną na mniej lub bardziej nieczyste zagrywki. Przyjmuję do wiadomości fakt, że organizatorzy się po prostu nienawidzą i nic nie zmieni ich podejścia.

Stojąc z boku, zastanawiam się nad paroma rzeczami. Czy wydarzenia fanowskie nie zniszczą się w ten sposób wzajemnie? Czy taka sytuacja jest dobra dla uczestników? Czy możemy wyciągnąć z tego jakąś lekcję?

Największym problemem dla tych dwóch wydarzeń jest ograniczony zasób portfela potencjalnych uczestników konwentu. Chociaż wejściówki na oba wydarzenia nie są wygórowane, ludzie będą musieli zastanowić się, na co chcą wydać pieniądze. Może to sprawić, że oba konwenty zwyczajnie nie zwrócą się organizatorom.

Czy na obu konwentach będą pustki?

Nieopłacalność imprez może doprowadzić do małego załamania środowiska, które potem może nie pozbierać się przez wiele lat. Wspomnijmy chociażby Krakon (ten ostatni, prawdziwy), który pogrążył swoim finansowym niewypałem środowisko krakowskie. Może być też tak, że jedno z wydarzeń z tej rywalizacji wyjdzie obronną ręką. Zawsze jednak będzie szkoda drugiej imprezy.

Problemów przy organizacji eventu w takiej sytuacji jest wiele. Mniejsi wystawcy nie posiadają na tyle mocy przerobowej, aby pojawić się na dwóch wydarzeniach. Twórcy programu będą musieli wybrać, gdzie chcą się pojawić ze swoimi atrakcjami. Nawet gżdacze/helperzy będą musieli wybrać, którą imprezę chcą wesprzeć. Niestety, może się to odbić na jakości obu imprez.

Z całej sytuacji najbardziej obronną ręką wyjdą szarzy uczestnicy. Chociaż może ich to lekko szarpnąć po kieszeni, będą mogli bez żadnego problemu odwiedzić oba wydarzenia i zdecydować, na którym spędzić więcej czasu. Ludzie przyjezdni mogą wybrać, na którym wydarzeniu chcą spać, a jeśli się im nie spodoba, tramwajem pojechać na drugi konwent.

Jeśli organizatorzy będą robić wszystko, żeby ich event był lepszy od konkurencyjnego, żaden uczestnik na tym źle nie wyjdzie. Zdrowa konkurencja dla odbiorcy zawsze ma pozytywne skutki. Oczywiście, możemy spytać się, czy to, co się przy tych konwentach odjaniepawla, to zdrowa konkurencja…

Cała sytuacja dla fandomu powinna być ważną lekcją. Powinniśmy nauczyć się, że nie istnieje coś takiego, jak wirtualne zajmowanie terminów. Musimy zapamiętać, że wzajemna fala hejtu nikomu nie służy. I pamiętać o tym, że ostatecznie robimy wszystko w tym samym celu.

Jeśli organizujesz konwenty, by zarobić, musisz mocno przemyśleć, kiedy zrobić swoje wydarzenie. Jeśli chcesz po prostu dać radość fanom i zarazić nowe osoby swoimi pasjami, nie fejm jest najważniejszy. Skupiajmy się więc na robieniu jak najlepszego wydarzenia, bo tylko to się liczy.

Podziel się.
  • Radosław Smoliński

    Pamiętam jak kilka edycji Coperniconu odbyło się w terminach Bachanalii Fantastycznych (2011 [prawie], 2014, 2015, 2016). Nie było żadnego hejtu, Copernicon od razu tłumaczył, że termin jest podyktowany warunkami logistycznymi (zdaje się, że to był jedyny możliwy weekend w roku, kiedy mogli mieć do dyspozycji UMK), tylko ogromny żal fanów, że nie opanowali bilokacji.

    Co do zgrzytów fandomowych to z mojego doświadczenia są to głównie środowiska M&A hejtujące się wzajemnie. Im młodszy fandom, tym mniej pokory – ale myślę, że jeszcze dorosną do kompromisów.

    • Guile

      Ta, bo wszystko dlatego, że dzieciaki lubiące chińskie bajki biorą się za organizację konwentów. Prawda jest taka, że tylko jedna strona atakuje drugą i mimo tego, że twierdzi inaczej, to specjalnie zmienili termin swojej imprezy, by zrobić drugim na złość (są na to dowody). Gdyby nie szczeniackie podejście tej osoby, to może idealnie by nie było (tydzień różnicy), ale przynajmniej większość nieprzyjemnych sytuacji nie miałaby miejsca. Jednak to nie środowisko jest tutaj winne, a konkretną osoba. W zeszłym roku była podobna sytuacja z Animatsuri i Bazyliszkiem i jakoś udało się uniknąć przykrych sytuacji, więc serio, przesadzasz.

      • Radosław Smoliński

        Pewnie tak, nie jestem Smokiem Fandomu by móc tutaj oceniać z wysokiej pozycji, po prostu moje skromne doświadczenie.

        Co do Bazyliszka to nie jest zdaje się skupiony na M&A ? Nie widzę tu konfliktu interesów.

        • Guile

          Zdaniem niektórych (Pyrkon), to przecież M&A to też fantastyka, więc jakiś konflikt był. Abstrahując jednak od głupiego nazewnictwa, to mimo wszystko oba środowiska się przenikają do pewnego stopnia, więc jakiś rodzaj konfliktu interesu ze względu na ten sam termin i miasto istniał. To, że udało się go względnie rozwiązać bez napieprzania jednych na drugich jest natomiast przykładem, że się da pokojowo rozwiązywać takie sprawy. Wszystko zależy od ludzi.