Piątkowy Felieton Diabła: Robienie konwentów nie opłaca się

1

W poniedziałek Mazury Expo poinformowało o zakończeniu projektu Fantasmazuria. Po zaledwie jednej edycji firma poddała się i zrezygnowała z podbijania portfeli fantastów. Nie jest to dla mnie wielkim zaskoczeniem. Chociaż impreza zebrała pozytywne opinie, nie przyciągnęła zbyt wielu uczestników.

Robienie konwentów to ciężki biznes. Większość wydarzeń opiera się na modelu od fanów dla fanów nie bez powodu. Gdyby organizatorzy chcieli płacić wszystkim zaangażowanym w stworzenie wydarzenia, w grę wchodziłyby setki tysięcy złotych. Mało którą organizację stać na takie wydatki.

Raz na jakiś czas podejmowana jest próba stworzenia komercyjnego wydarzenia dla fanów. Przykładami Fantasy Expo, Comic-Cony, Targi Fantastyki czy wspomniana wcześniej Fantasmazuria. Ich pojawienie się na mapie zostało przyjęte z większym lub mniejszym entuzjazmem. Nie zawsze osoby mające zarobić na nich wiedziały, na co się piszą.

Najczęściej próby te kończą się porażką finansową, nie spełniając nadziei na łatwy zarobek. Boom konwentowy nie sprawi z miejsca, że na każdą imprezę uczestnicy będą walić drzwiami i oknami. Co więcej, ludzie, zdając sobie sprawę z komercyjności wydarzenia, mniej chętnie działają wolontariacko. Zresztą, trzeba się ładnie nagimnastykować, żeby tego typu wydarzenie mogło skorzystać z wolontariuszy.

Zrezygnowanie z fanowskiej pracy wiąże się z wydatkami. Firma wchodząca na rynek musi podejść zupełnie inaczej do budżetu konwentu. Nawet ustalenie stawki 25 zł za godzinę dla prelegenta, przy imprezie mającej kilkaset godzin programu, to niemały wydatek. Oczywiście, są tacy, których na to stać.

Tymczasem mało kto zdaje sobie z tego sprawę, ale większość imprez fandomowych oscyluje na granicy opłacalności. Niewielu organizatorów zakłada, że jego konwent się zwróci. Często jesteśmy lekko pod kreską (lub nawet i nie lekko jak Stowarzyszenie Animatsuri w zeszłym roku). Tylko kilka największych imprez zostawia nadwyżkę finansową, która zwykle przeznaczana jest na kolejne wydarzenie.

Można oczywiście rozejrzeć się za dotacją z różnego rodzaju programów. Takie wsparcie finansowe często pozwala sprawić, by konwent zwrócił się jeszcze przed rozpoczęciem. Tyle że nie tak łatwo ją otrzymać. Konkursy są coraz bardziej oblegane i konkurencja jest duża.

Wchodząc na rynek konwentów trzeba mieć świadomść tego, że pierwsza edycja imprezy najpewniej przyniesie stratę, nie zysk. Cierpliwie budując swoją markę, można zajść daleko. Alternatywą jest inwestycja ogromnych pieniędzy w reklamę, ta jednak nie zawsze odniesie zamierzony efekt.

Bardzo żałuję, że włodarze Mazury Expo postanowili zrezygnować z projektu Fantasmazurii. Rozumiem oczywiście, że po średnio udanej finansowo edycji nie mają ochoty kontynuować podróży. Biznes to biznes, nie każdy sobie może pozwolić na powolne budowanie renomy.

Jeszcze wiele lat minie nim konwenty komercyjne podbiją Polskę. Na pewno nie wyprą one ostatecznie imprez fanowskich, choć mogą mieć spory wpływ na te średnich i dużych rozmiarów. Póki co, pozostaje nam przyglądać się, jak rozwija się Warsaw Comic Con i Targi Fantastyki. Mam nadzieję, że z czasem otrzymamy coś naprawdę ekstra.

Podziel się.
  • Radosław Smoliński

    Nie od razu Rzym zbudowano. Nie da się ruszyć z takim kalibrem finansowym na pierwszej edycji, by się zwrócił. Pyrkon przez lata budował frekwencje i nie pomoże tutaj żadna tradycyjna reklama. Frekwencje na konwentach (w początkowych ich fazach budowy marki) buduje się pocztą pantoflową. Jeden zadowolony konwentowicz przyciąga 1-2 nowych na kolejną edycję, nie więcej. Tak to działa.