Piątkowy Felieton Diabła: Szaleństwo crowdfundingowe

0

W ciągu ostatniego tygodnia wydawnictwo Black Monk rozbiło bank. Wszystko za sprawą zbiórki na wydanie siódmej edycji Zewu Cthulhu, która zgromadziła już ponad 300 tysięcy złotych. Chociaż do rekordu polskiego crowdfundingu jeszcze daleko (jeśli pamięć i Google mnie nie myli, 600 tysięcy złotych na wydanie książki Hejtoholik), to zdecydowanie możemy mówić o czymś niespotykanym w naszym kraju. Nigdy jeszcze gra RPG nie zebrała tyle funduszy (ostatni rekord RPGowy to wskrzeszenie Magii i Miecza – 98 735 zł). Nigdy nie ufundowano jej w tak krótkim czasie (23 minuty).

Przez dłuższy czas większość ludzi skłaniała się ku temu, że duże wydawnictwo nie powinno robić kickstartera na wydanie gry, zapewne za sprawą wielu projektów, które mimo sukcesu finansowego do dnia dzisiejszego nie doczekały się zakończenia (jak choćby Magia i Miecz, której ostatnie numery kiedyś pewnie wyjdą, ale większość już nie chce o tym nawet rozmawiać). Do zeszłej środy uważało się, że crowdfunding RPG jest idealny dla małego twórcy, który chce wydrukować swoją grę. I wtedy na scenę weszło wydawnictwo Black Monk, całe na biało i pokazało innym miejsce w szeregu.

Czarni Mnisi jednak zasłużyli sobie w każdym calu na taki sukces. Chociaż kampania na wspieram.to zaczęła się 31 października, to już na tegorocznym Pyrkonie rozpoczęła się promocja produktu. Przez pół roku wydawnictwo nie próżnowało, wręcz przeciwnie. Sesje prowadzono na konwentach, Pol’and’Rocku (czyli dawniejszym przystanku Woodstock), czy festiwalu w Jarocinie. Pojawił się darmowy PDF startera, a jego drukowana wersja dodawana jest za darmo podczas zakupów u licznych partnerów Black Monka. Do tego bardzo dobrze przedstawiono zespół tworzący podręcznik i zadbano o ambasadorów, którzy opowiadają o systemie i Lovecrafcie przy każdej możliwej okazji. Nakład pracy włożony w sukces jest po prostu ogromny.

To jest właśnie to, czego potrzebował polski crowdfunding RPGowy – kampanii z prawdziwego zdarzenia. Wiele osób nie rozumie, że nie wystarczy stworzyć zbiórki, wrzucić linka na Facebooku i cieszyć się, jeśli po prostu się uda. Praca włożona w projekt teraz procentuje – chociaż cel był wysoki (60 tys. złotych), osiągnięto go w 23 minuty.

To jest właśnie to, czego potrzebuje polski rynek RPG – wydawnictwa, które wie, że sprzedaż napędzana jest dobrym kontaktem z klientem. W ten sposób buduje się społeczność, która odda za ciebie swoją krwawicę. Chociaż długo byłem sceptyczny, ostatecznie złamałem się i jako pierwszy wsparłem system. Porwał mnie hype train i nie chce wypuścić.

Rzadki widok na większości konwentów – sesja RPG na korytarzu.

Oczywiście, sama zbiórka to połowa sukcesu. Kolejnym etapem będzie dostarczenie w terminach obiecanych nagród. Wraz z odblokowaniem kolejnych celów, pojawiają się kolejne produkty, w wielu wypadkach dodawane za darmo dla wspierających. Tworzy to ryzyko obsuwy, które irytują każdego, kto kiedyś wsparł zbiórkę crowdfundingową. Black Monk postępuje tutaj jednak bardzo asekuracyjnie, dając pewną nadzieję na terminowość dostarczenia nagród.

I bardzo dobrze, bo najgorsze, co może stać się w crowdfundingu, to zarzucenie obietnicami z kosmosu, które nigdy nie zostaną zrealizowane na czas. Przekonała się o tym już nie jedna osoba, a Black Monk wyciągnął wnioski z ich lekcji. Szkoda, że tak wiele osób musiało wcześniej popełnić ten błąd, aby wreszcie udało się go uniknąć.

Skoro większość nie chce uczyć się na własnych i cudzych błędach, to może nauczy się na przykładzie czyjegoś sukcesu? Zbiórka na Zew Cthulhu to naprawdę modelowy przykład, że CF to wcale nie są łatwe pieniądze, tylko ciężka praca nad sukcesem. Ludzie wymagają od tego typu akcji coraz więcej. Dotarcie do potencjalnych klientów z informacją i przekonanie ich do wsparcia to też niemały wysiłek.

Zew Cthulhu nigdy nie był najpopularniejszym systemem RPG w kraju. Wedle słów Tomka Kreczmara, piąta edycja sprzedała się gorzej niż Earthdawn, którego legendarny powrót obśmiewany jest w środowisku RPG. Szósta edycja przeszła bez echa. Prawdziwe Cthulhowe szaleństwo polski erpegówek dopiero dopada i to za sprawą ciężkiej pracy. Patrzcie, uczcie się, wykorzystajcie w przyszłości. Crowdfunding nie gryzie, trzeba jednak umieć przeprowadzić go z głową. Wątpię, żeby zbiórka na Zew Cthulhu była granicą dla naszych portfeli.

Podziel się.