Piątkowy Felieton Diabła: Wojna o termin

0

Od momentu eksplozji liczby konwentów coraz częstszym problemem dla organizatorów jest wybranie terminu tak, aby nie kolidował z inną imprezą. Ostatnio przeczytałem nawet, że nadchodzący Comic Con Central Europe bezczelnie wybrał datę bez patrzenia na Copernicon.

W dzisiejszych czasach naprawdę trudno wybrać termin tak, żeby nie nachodził terminem na inne konwenty. Gdy planowałem datę Arkhamera (to już za tydzień), nie byłem w stanie przewidzieć Fantasmazurii czy Seminarium Literackiego ŚKFu. Czy mam mieć komuś to za złe?

Copernicon przez wiele lat kolidował z Bachanaliami Fantastycznymi, w których zakochałem się od pierwszego przyjazdu. Gdyby w tym roku sytuacja była podobna, nie miałbym najmniejszej wątpliwości, gdzie pojadę. Kocham małe konwenty i zielonogórski jest jego wzorem. Oczywiście, szanuję pracę stowarzyszenia Thorn przy festiwalu, jednak wiem doskonale czego od wydarzenia tego typu oczekuję. Copernicon jest dla mnie za duży, żebym czuł się na nim jak w domu i za mały, bym odczuł na nim magię tłumów jak na przykład na Pyrkonie. Wybaczcie.

Oczywiście, to nie są jedyne imprezy, które nakładają się na siebie. To największy problem dla wystawców i zaproszonych pisarzy. Uczestnicy bardzo rzadko stoją przed wyborem, na którą imprezę pojechać.

Mówię o tym, ponieważ dziwi mnie ten strach przed dużą komercyjną imprezą. Nie mówię tu o organizatorach Coperniconu, a raczej o tych fanach, którzy za wszelką cenę chcą wyśmiać włodarzy Ptak Expo. Chociaż jeszcze trochę zejdzie mi z relacją, śmiało mogę powiedzieć, że to wydarzenie skierowano do zupełnie innego odbiorcy niż tego na typowym konwencie fantastyki.

Copernicon jest rozmiarowo jest taki … średni.

Pierwszy Comic Con był fajny, ale dla szarego człowieka. Na pozytywną opinię w fandomie musi popracować, ale wcale nie musi o nią zabiegać. Są oczywiście mniej lub bardziej opiniotwórcze media w naszym grajdołku, ale one nie trafią do typowego odbiorcy Comic Conu Polskiej Szkoły.

Ta impreza była absolutnie nastawiona na “normalsów”. Nie mam oczywiście nic do tego, jestem nawet przekonany, że bawili się oni na niej bardzo dobrze. Program z pisarzami fantastyki był zrobiony na doczepkę, mało kogo tak naprawdę interesował. Zresztą, ludzi z fandomu było tam po prostu niewiele. Czy to źle?

Oczywiście, możemy też oddać pod dyskusję, czy uda im się zorganizować duże targi w trzy miesiące. Nie będzie to najłatwiejsze, ale w przeciwieństwie do imprez fanowskich, Comic Con ma sztab ludzi, którzy za pieniądze harują przynajmniej 8 godzin dziennie. Nagle to wcale nie tak mało czasu, prawda? Nikt też nie powiedział, że impreza jest przygotowywana od niedawna. To tylko dopiero teraz podano datę.

Druga rzecz, że termin wrześniowy jest dla nich zwyczajnie wygodny. Grupą docelową Comic Conu są fani seriali. Termin ten daje nadzieję, że aktorzy nie będą na planach filmowych. Być może jakieś stacje zgodzą się także pokazać odcinki przed premierą, które jak zwykle nastąpią chwilę po imprezie.

Wojny o termin będą nam zdarzały się coraz częściej. Według mnie to dobrze. Dzięki zdrowej konkurencji konwenty będą coraz lepsze i bardziej dostosowane do szarego uczestnika. Rzecz jasna, w starciu z dużą firmą fani mogą znaleźć się na straconej pozycji. Pamiętajmy jednak, kto posiada lata doświadczenia w organizacji tego typu eventów.

Podziel się.