Podsumowanie roku konwentowego 2018 – okiem redakcji

0

Za nami konwentowy rok 2018. Tradycyjnie już, jak co roku, nasi redaktorzy oceniają jaka impreza była najlepsza, co ich zaskoczyło, co się absolutnie nie udało i czego oczekują od roku 2019. Zapraszamy do czytania!

Najlepszy konwent roku 2018

Yarrow: W tym roku nie udało mi się niestety odwiedzić zbyt wielu konwentów. Byłam dokładnie na trzech, z czego dwa były imprezami “starego fandomu”, więc nie ma się specjalnie o czym rozpisywać. Ostatnio moimi ulubionymi konwentami są właśnie nieduże, kameralne wydarzenia, w sprawdzonym, acz specyficznym gronie ;) z niezbyt rozbudowaną nitką programową, a sporym polem do uskuteczniania fandomowych interakcji. Pewnie wsadzam kij w mrowisko, ale Polcony mogłyby właśnie takie być – adresowane wyłącznie do ludzi, których autentycznie interesują, i którzy z kolei wciągaliby w to środowisko swoich znajomych, o podobnym zacięciu.

Agnieszka S.: Niestety, nie udało mi się odwiedzić wszystkich konwentów, na które planowałam jechać. Za to wreszcie dotarłam do Wrocławia na Dni Fantastyki i uważam, że to był najlepiej spędzony konwentowy weekend w tym roku. I mówi to osoba, która unika dużych imprez, a najlepiej bawi się na tych kameralnych. Co prawda (ze względu na ilość uczestników) nie udało mi się wejść na część punktów programu, jednak mimo to cały wyjazd wspominam bardzo miło i mam nadzieję, że za rok uda się to powtórzyć.

Karolina La Rochelle: Konwentem tego bym nie nazwała, aczkolwiek najlepiej bawiłam się w tym roku na Poznań Game Arena. Pełno ludzi, wystawców, konkursów. Uzbierało się tego tak dużo, że nie byłam w stanie pojawić się wszędzie oraz nie mogłam skorzystać z każdego małego wydarzenia odbywającego się na tym evencie. Jestem pozytywnie zaskoczona i pozytywnie nastawiona na kolejne odwiedziny PGA.

Dawid “Wieża” Sidz: Mimo wszystko Pyrkon. Choć można zarzucić tej imprezie, że co roku są droższe bilety, że tłumy, że brak ciekawych gości, że… (tu każdy może sobie dopisać co go boli), to wciąż jest to najważniejsze wydarzenie w całym polskim fandomie. Tylko tu można spotkać wszystkich znajomych, których widzi się raz do roku. Tylko tu jest tyle atrakcji i nitek programowych, że nawet najwybredniejszy troll w końcu znajdzie coś, co mu się spodoba. Tylko tu czuje się tę niesamowitą atmosferę jedności w takim stopniu, jak na żadnym innym konwencie. Ja to nazywam magią Pyrkonu. Z tym że niestety, co roku czuję tę magię w niższym stopniu. Kwestia mojego przyzwyczajenia, czy rzeczywiście klimat i ogólna jakość konwentu spada? Ocenę pozostawiam Wam.

Atmosfera Pyrkonu jest niesamowita…

Piotr “Diabeł” Skorok: Rok 2018 nie był łaskawy dla mnie jako uczestnika. Nie dojechałem na swoje ukochane Bachanalia, prawie wszędzie byłem organizatorem, a większość imprez, które odwiedziłem, miała dyskusyjny poziom. Może to kwestia znużenia materiału, może coś innego. Ostatecznie tytuł konwentu roku u mnie otrzymuje warszawska zjAva, za niestrudzone promowanie RPG. Podejście organizatorów tego wydarzenia do wielu rzeczy jest dla mnie wzorem, który chętnie będę przenosił na inne swoje imprezy. 

Największe zaskoczenie 2018

Yarrow: Wydaje mi się, że Nordcon. Zabrzmiało kontrowersyjnie? No cóż…  
Odremontowany ośrodek sprawiał wrażenie niemal opuszczonego, idealny stan rzeczy dla osób, które nie przepadają za tłumami w przestrzeniach zabudowanych. Swobodna atmosfera, wszystko na miejscu (także posiłki), plus opcja spacerów nad zimowym morzem. Do tego dwie nitki programowe, z – muszę przyznać – naprawdę interesującymi punktami. I to jest właśnie największe zaskoczenie – odwiedziłam ich więcej niż podczas Falkonu, gdzie zazwyczaj biję konwentowe rekordy frekwencji programowej. A to nie byle wyczyn i dlatego nominację w tej kategorii dostaje Nordcon.

Oczywiście nie jest to impreza dla wszystkich – trzeba lubić kameralne relaksakony, dać sobie spokój z fandomowymi zakupami i odłożyć na opłaty akredytacyjno-noclegowe. ;)

Agnieszka S.: W tym roku zostałam zaskoczona kilka razy, ale skoro mam wybrać jedną imprezę, to powiem: Tolk Folk. Pojechałam tam bez większego entuzjazmu, raczej z przyzwyczajenia (bo jeżdżę od dawna, bo znajomi, bo ładna okolica i trochę wolnego czasu), zakładając, że to już ostatni raz. Niestety, z roku na rok bawiłam się coraz gorzej. Klimat imprezy, który wcześniej mógł zrekompensować bardzo wiele, mocno podupadł. Jak się okazało, nie byłam jedyną osobą, która w tym roku postanowiła przyjechać, żeby się “pożegnać”. I chyba nie jestem jedyną osobą, która zmieniła zdanie. Tym razem organizatorzy postarali się zbudować klimat tego miejsca na nowo i spróbowali naprawić rzeczy, które w ostatnich latach sprawiały ogromne problemy. Czy te rozwiązania faktycznie się sprawdzą, zobaczymy dopiero za jakiś czas, ale nie wykluczam, że pojadę tam w przyszłym roku, a to dla mnie prawdziwe zaskoczenie.

Tolk-Folk zasłynął tęczą w tym roku.

Dawid “Wieża” Sidz: Tajemniczy Kopalnicon. Nie słyszeliście o nim? Nic dziwnego, konwent ten nigdy się nie odbył. Wydarzenie zapowiadało się naprawdę ciekawie, to miało być coś, czego jeszcze nigdy nie doświadczyliśmy, a mianowicie konwent pod ziemią! Tak, tak pod ziemią, a dokładnie na terenie Zabytkowej Kopalni Guido w Zabrzu. Wydarzenie nawiązywało tematyką do twórczości J.R.R. Tolkiena, ze szczególnym uwzględnieniem Morii. W planach był koncert folkmetalowy, LARP oraz wiele innych. I co? Żarło, żarło i zdechło. I to dosłownie, bo na niecały miesiąc przed konwentem organizatorzy powiadomili, że Kopalnicon zostaje odwołany. Czyżby plan podziemnego konwentu okazał się zbyt ambitny? Nie wiadomo, gdyż oficjalnie nie przedstawiono powodów tej decyzji. Pozostają jedynie domysły.

Piotr “Diabeł” Skorok: Dąbrowskie Dni Fantastyki FPS. Ta mała, kameralna do bólu i krótka impreza zaskoczyła mnie niesamowicie. Przyjemna atmosfera, skupienie się na konkretnych rzeczach i nieoszukiwanie się, że są imprezą dla wszystkich. Mam nadzieję, że wraz z upływem czasu konwent ten rozwinie się, bo chłopaki i dziewczyny zasługują na uznanie. Mam nadzieję, że w 2019 uda mi się dotrzeć na całą imprezę.

Największa wpadka organizacyjna 2018

Yarrow: Jak wspominałam, nie miałam okazji odwiedzić zbyt wielu imprez w tym roku. Ze wszystkich trzech ;) najsłabiej organizacyjnie wypadł Falkon – nieustanne poszukiwania rozpiski panelowej błąkającej się samopas gdzieś po torebce, rozkład konwentowej jazdy w wersji mikro, problemy z klimatyzacją pomieszczeń, niemożność oglądania prezentacji w namiocie, etc. Zresztą, o wielu kłopotach Falkonu w tym roku popełniłam nawet krótki tekst, więc nie będę się wdawać w szczegóły.

Agnieszka S.: Przykro mi to mówić, ale Imladris. Konwent, którego organizacja w poprzednich latach była na wysokim poziomie (nie przypominam sobie większych wpadek, najwyżej drobne potknięcia). Tym razem się to nie udało. W piątek organizatorzy wyraźnie zaspali (impreza trwała już od jakiegoś czasu, a szkoła konwentowa wyglądała tak, jakby konwent miał rozpocząć się dopiero za kilka godzin), natomiast w niedzielę chcieli chyba jak najszybciej pozbyć się obowiązków (uczestnicy dopiero się schodzili, punkty programu miały trwać jeszcze przez jakiś czas, a z budynku już znikały ślady po Imladrisie). Poza tym zabrakło sklepiku konwentowego (który w poprzednich latach świetnie rozwiązywał problem z nagrodami w konkursach; z resztą nagrody w konkursach same w sobie były tematem mocno dyskusyjnym), informator chyba nie przeszedł poważnej korekty (między innymi znalazły się błędy w numerach sal i pięter), ilość wystawców była wyjątkowo mizerna, a informacja o odwołaniu niektórych punktów programu nie dotarła do osób czekających w salach (nie wiem, czy we wszystkie dni, ale na pewno w niedzielny poranek). Owszem, bawiłam się naprawdę dobrze, ale była to raczej zasługa innych uczestników i świetnego klimatu tego miejsca, niż organizatorów.

Karolina La Rochelle: Festiwal komiksu i gier w łódzkiej Atlas Arenie. Jak można było zrobić planszówki w kompletnie oddzielnym budynku i w żaden sposób tego nie oznaczyć? Gdyby nie fakt, że moja przyjaciółka pracowała jako tamtejszy animator, to (jak pewnie większość ludzi) miałabym problem z trafieniem tam. Wyglądało to tak, jakby na ostatnią chwilę festiwal zdecydował się na planszówki i ulokowali je w jakimś najdalszym miejscu, gdzie można było zająć wolną przestrzeń. Wspomnę jeszcze o kolejkach do większości atrakcji, które znajdowały się na płycie. W konsekwencji nie spróbowałam żadnej gry, która się tam znajdowała, ponieważ długa kolejka odstraszała wyjątkowo skutecznie.

Planszówki na MFKiG

Dawid “Wieża” Sidz: Tsuru Japan Festival 2018. Nie było tu jakiejś pojedynczej dużej wpadki, raczej seria mniejszych potknięć, która spowodowała, że w tej niechlubnej kategorii musiałem umieścić właśnie Tsuru. Brak pryszniców – nie chodzi tu jednak o samą awarię, bo ta może przydarzyć się wszędzie, ale na podaniu tej informacji dzień przed konwentem, 15 minut przed północą. Trudno uwierzyć, że organizatorzy tak późno się zorientowali, że remont w szkole został przedłużony. Zabrakło też informacji o odwołaniu niektórych atrakcji np. fireshow. Kolejkon również przesuwał się wyjątkowo ślamazarnie, pomimo mniejszej ilości uczestników niż w zeszłym roku. Rekordziści musieli stać w nim aż 3 godziny. Więcej grzechów nie pamiętam. Całość wydarzenia była jednak przyzwoita, choć bez rewelacji. Jednym zdaniem: typowy średniej wielkości konwent mangowy.

Piotr “Diabeł” Skorok: Nagrody na Imladrisie. Chociaż konwent ten ma lata doświadczeń, jego organizatorzy nie są świeżakami, to ten temat zlano strasznie. Zrezygnowano ze sklepiku z nagrodami, co jeszcze nie byłoby tragedią, ale takie podejście wymaga naprawdę przemyślenia, co chce się podarować uczestnikom. Na jednym konkursie prowadzący został z fantami, bo żaden z uczestników ich zwyczajnie nie chciał. Teoretycznie organizatorka konwentu ogłosiła, że można je wymienić u organizatorów na coś innego – ale nie słyszałem, żeby ktokolwiek chciał skorzystać z tego rozwiązania. Niefajnie, naprawdę.  

Oczekiwania wobec konwentów 2019

Yarrow: Chciałabym, aby Falkon wyciągnął wnioski z tegorocznych problemów i stanął na wysokości zdania przy okazji jubileuszowej edycji 2019. Drugą sprawą jest Polcon w Białymstoku; zapowiada się “interesująco”, a związku z tym, że odbywa się w bliskim sąsiedztwie, byłoby miło, gdyby się udał ;) Trzecią – żeby w nadchodzącym roku udało się jednak odwiedzić więcej imprez, jak choćby Twierdza, Kapitularz czy Arkhamer, które z różnych przyczyn wypadły z mojego kalendarza.

Agnieszka S.: Przede wszystkim liczę na to, że wspomniany wyżej Tolk Folk to nie jednorazowy przypadek, a kolejne edycje rozwiną pomysły, które pojawiły się w tym roku. Mam natomiast nadzieję, że tegoroczny Imladris był właśnie takim jednorazowym przypadkiem i za rok wszystko wróci do normy. Poza tym chciałabym w przyszłym roku sprawdzić konwenty, na których jeszcze nie byłam, a o których słyszałam wiele dobrego (między innymi Warszawskie Targi Fantastyki, Sabat Fiction – Fest i Arkhamer) oraz takie, o których nie słyszałam za wiele, ale które mimo to interesują mnie od jakiegoś czasu (tu patrzę w stronę Krzyżakonu).

Czy to Pyrkon? Czy to Falkon? Nie, to Sabat-Fiction Fest!

Karolina La Rochelle: Mam nadzieje, że nie będzie więcej tak długich kolejek oraz długiego oczekiwania na atrakcje – mówię o Pyrkonie oraz Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Wiem, że to pobożne życzenie, aczkolwiek mam nadzieję, że w przyszłym roku zostanie to lepiej rozłożone pomimo rosnącej frekwencji uczestników na tych wydarzeniach.

Dawid “Wieża” Sidz: W 2019 roku liczę na dalsze podnoszenie jakości konwentów. Wiele imprez osiągnęło pewien etap i na nim się zatrzymało, wieje od nich stagnacją. Marzę o jakimś powiewie świeżości, o czymś, co wyrwie nas z szarej rutyny konwentowej rzeczywistości. Prywatnie chciałbym natomiast pojechać w końcu na jakieś zagraniczne wydarzenie, aby poszerzyć horyzonty o coś więcej niż tylko nasze krajowe podwórko.

Piotr “Diabeł” Skorok: Czy ja czegoś oczekuję od konwentów? Owszem, całkiem sporo. Żeby odbywały się zgodnie z planem. Żeby organizatorzy przywiązywali wagę do każdej części imprezy (np. nie zlewali tematu nagród). Żeby nie zapowiadali imprez, których nie mają pewności, że są w stanie zrobić. Żeby informacje o odwołaniu punktu programu czy niedotarciu gościa były odpowiednio propagowane. Znalazłoby się sporo drobnostek, które dawno powinniśmy wyeliminować. A jednak przez lata powtarzamy te same błędy. Robienie czegoś wolontariacko, nie oznacza, że można robić to na odpierdol. “Jakoś to będzie, a fandom poklepie po plecach” jest dawno za nami.

Podziel się.