Pyrkon 2019 – relacja

0

Wiosna w pełni. Jak co roku to wyjątkowy okres dla każdego miłośnika fantastyki oraz szeroko rozumianej popkultury. Odbywa się wówczas jeden z największych festiwali fantastyki w naszym kraju. Chodzi oczywiście o Pyrkon. Przyjrzyjmy się bliżej, jak w tym roku udało się to największe święto polskiego fandomu.

Jak co roku tłumy

Pyrkon stale bije rekordy frekwencji. Praktycznie jedynym wyjątkiem w ostatnich latach była ubiegłoroczna edycja, która zaliczyła lekki spadek uczestników. W tym roku udało się jednak przekroczyć magiczną barierę 50 tys. odwiedzających. Było ich dokładnie 52120, jak chwali się organizator. W związku z tak licznym zainteresowaniem, pierwszy raz odkąd jeżdżę na Pyrkon, czyli od 4 lat, zabrakło miejsc noclegowych w hali przeznaczonej na sleeproom. Komunikat ten pojawił się w sobotę przed południem.

suupi

Uczestników nie brakowało. 

Ceny biletów na trzy dni wahały się od 99 do 119 zł, a więc koszt wejściówki kupionej na miejscu nie wzrósł w porównaniu z zeszłym rokiem. Wzrosła jednak cena za zakup w preakredytacji.

Pyrkon czas zacząć

Oficjalne rozpoczęcie konwentu miało miejsce w piątek o godzinie 10.00. Tradycyjnie kolejka do wejścia ustawiła się już na długo przed otwarciem bram. Tak jak w zeszłym roku rozdzielono wejścia dla osób, które kupiły bilet w przedsprzedaży, od tych, które miały zamiar zrobić to na miejscu. W pakiecie uczestnika dostawało się identyfikator oraz… gazetę. Tak, gazetę, ponieważ tegoroczny informator miał właśnie taką formę. Ci, którzy nie lubią nosić ze sobą dużej ilości papieru, mogli skorzystać ze specjalnie przygotowanej aplikacji mobilnej zwanej PyrApką, zawierającą na bieżąco aktualizowany program oraz niezbędne mapki. Dla osób podróżujących po Poznaniu sporym udogodnieniem było to, że identyfikator uprawniał do bezpłatnych przejazdów komunikacją miejską. Odpowiednio wyekwipowanym, można było ruszać na teren konwentu, a tam, oj, było co robić.

Programowy zawrót głowy

Jak zwykle program Pyrkonu przytłacza swoim ogromem. W tym roku na potrzeby festiwalu przeznaczono 14 pawilonów, a na uczestników czekało ponad 900 punktów programu. Usytuowanie bloków tematycznych było podobne jak podczas poprzedniej edycji. Jedyną większą zmianą było przeniesienie Bloku Dalekowschodniego do pawilonu 11, popularnie nazywanego iglicą. Jest to zmiana jak najbardziej na plus, ponieważ rozwiązało to problem duchoty, która panowała w starej lokalizacji.

Jedna z prelekcji na Pyrkonie. 

Nieodłącznym elementem Pyrkonu są kolejki na większość popularnych prelekcji czy spotkań z gośćmi. Te w większości odbywały się w pawilonie 15. Uczestnicy, którzy kupili bilet w przedsprzedaży, mogli zarezerwować sobie do czterech miejsc na wybrane atrakcje. Ci, którzy tego nie zrobili lub nabyli wejściówkę dopiero na Pyrkonie, musieli swoje odstać. Najwięcej czasu na oczekiwanie w kolejce poświęcili chcący się dostać na Maskaradę. Trzeba było ustawić się kilka godzin wcześniej, a i tak nie było gwarancji wejścia na salę. Na szczęście Pyrkon to nie tylko prelekcje, pokazy i warsztaty. Sposobów na spędzanie czasu było znacznie więcej.

Coś dla graczy

Fani gier, nieważne jakich, mogli czuć się zadowoleni. Zdecydowanie największym miejscem dla nich przeznaczonym był Blok Gier Bez Prądu. Większość przestrzeni zajmował ogromny games room, wypełniony najróżniejszymi tytułami. Istny raj dla miłośników planszówek, karcianek i bitewniaków. Gracze, którzy w tym ogromie nie mogli się zdecydować, co chcą wypożyczyć, mogli poprosić o radę animatorów, którzy dodatkowo objaśniali zasady wybranej gry. Liczne wydawnictwa planszowe organizowały pokazy oraz naukę zasad gier. Osoby, które interesują się malowaniem modeli, mogły wziąć udział w konkursie malarskim i przy okazji pochwalić się swoją twórczością.

W wolnej chwili można było pograć nie tylko w szachy. 

Blok Gier Elektronicznych także był ciekawym miejscem, lecz czuję tutaj lekki niedosyt. Poza rozbudowaną strefą Nintendo oraz strefą retro gier, niewiele się tu działo. Widzę tu obniżenie jakości w stosunku do ubiegłego roku. Natomiast Strefa Fabularna prezentowała się dobrze. Choć spędziłem tu tylko chwilę, to patrząc na rozpiskę programową, przypuszczam, że konwentowicze, którzy skierowali swe kroki do pawilonu 14, nie mogli się nudzić. Dostępnych były dziesiątki prelekcji, larpów oraz warsztatów. Poza tym w części tzw. „czteropaka” znajdowała się RPGralnia. Przygotowanych zostało około 150 stolików, więc przestrzeni do rozgrywania sesji było naprawdę sporo. Jak wiadomo przed wyruszeniem w drogę, należy zebrać drużynę. Specjalnie do tego celu przygotowano aplikację webową, umożliwiającą zapisy na sesje RPG, larpy oraz ułatwiającą wzajemne znalezienie się Mistrzów Gry oraz graczy.

Wystawcy, goście, gastronomia

Wiele osób jeździ na konwenty, aby porobić zakupy. Pyrkon niewątpliwie jest do tego odpowiednim miejscem. Pawilon wystawców, oprócz sleephali, był największym pomieszczeniem na terenie wydarzenia. Aby przejść po wszystkich stoiskach, należało zarezerwować sobie godzinę czasu i to tak lekką ręką. Asortyment gadżetów, biżuterii, książek, mang, gier i rzeczy, które trudno skategoryzować, jak co roku był ogromny, choć dla mnie osobiście niewiele stoisk było naprawdę interesujących. Widziałem jednak sporo ludzi wychodzących z pełnymi torbami i pustymi portfelami.

Na liczbę gości także nie można było narzekać. Wyjątkowo obrodziła nimi w tym roku Strefa Fabularna. Olbrzymim zainteresowaniem cieszyły się spotkania ze Stanem Sakai, autorem kultowej serii komiksowej Usagi Yojimbo. W Bloku Filmowo-Serialowym ogromnym zainteresowaniem cieszył się panel, w którym wzięli udział topowi polski aktorzy głosowi – Marta Dobecka, Maksymilian Bogumił i Bartosz Wesołowski. Fani animacji Miraculum: Biedronka i Czarny Kot mogli wziąć udział w spotkaniu z Thomasem Astruciem i Wilfriedem Painem, autorami tego popularnego serialu. Zaproszeni goście mieli swoje dyżury autografowe, lecz aby zdobyć ich podpis trzeba było cierpliwie poczekać w kolejce.

Kolejki po autograf Stana Sakai były bardzo długie. 

Jak wiadomo nie samą fantastyką człowiek żyje, trzeba też coś zjeść i się napić. Można to było zrobić w strefie gastronomicznej bez opuszczania terenu konwentu, było to też jedyne miejsce gdzie wolno było spożywać alkohol. Przy tym temacie warto wspomnieć, że organizator przygotował specjalne pyrkonowe piwo i to w pięciu odmianach. Niestety w dość wysokiej cenie.

Miejsce, które nigdy nie śpi

Jesteś nocnym markiem? W takim razie Pyrkon to zdecydowanie miejsce dla Ciebie. Wybór nocnych atrakcji był bardzo szeroki. Na początku games room, o którym już wspominałem. Całą dobę otwarty był pawilon 7A, a w nim Fantasium Suburbium, którego centralnym miejscem była Arena. Warsztaty taneczne, nauka walki bronią białą, drużynowe turnieje – tu ciągle coś się działo. Trochę dalej Wioska Naruto, Wioska Tolkienowska i obóz wikingów. Brzmi nieźle, prawda? Strefa Fabularna także oferowała atrakcje przez całą dobę, podobnie jak Blok Fantastyki Dalekowschodniej, gdzie fani japońskiej animacji mogli wziąć udział w nocnym maratonie, dzięki uprzejmości serwisu Crunchyroll. Anime to nie jedyna rzecz, którą można było oglądać. Pod pawilonem 15 ustawiono telebim i odbywało się nocne kino plenerowe. Na koniec wspomnę jeszcze o Placu Marka, gdzie była strefa gier muzycznych zwana Małą Akibą. Skakanie na Dance Dance Revolution, czy śpiewanie na Ultrastarze, to zdecydowanie dobry sposób, aby się pobudzić w nocy.

Walki na bezpieczniaki na Arenie. 

Okiem uczestnika

Pyrkon to miejsce, gdzie przyjeżdżają wszyscy. Jeśli masz znajomego geeka, który mieszka na drugim końcu Polski i widzisz się z nim raz do roku, to z wielkim prawdopodobieństwem będzie to miało miejsce tutaj. Pokochałem hasło „fantastyczne miejsce spotkań”. Idealnie oddaje, na czym Pyrkon polega. Goście, atrakcje, program, to wszystko jest ważne, ale potęgą Pyrkonu są właśnie oddolne inicjatywy. Wspólne siedzenie w kółku i śpiewanie, spontaniczny marsz kultu ananasa, czy po prostu zwykłe zagadywanie przez obcych ludzi, na przykład w kolejce na prelekcję – to wszystko sprawia, że te konwenty pamięta się na długo. Dobrze, że organizatorzy to rozumieją i wyciągają rękę do innych organizacji fanowskich. Już po raz kolejny zorganizowano Strefę Fantastycznych Inicjatyw, gdzie przeróżne organizacje mogły się promować, a uczestnicy o nich dowiadywać. I w ten sposób pozytywna fantastyczna zaraza rozprzestrzenia się. Sądzę, że festiwal doszedł już do takiego momentu, że nawet gdyby poziom organizacyjny nagle się obniżył, to ludzie i tak by przyjeżdżali właśnie dla klimatu. Oczywiście nie zachęcam organizatorów, aby od teraz przestali się starać, ale świetnie oddaje to fenomen jakim jest Pyrkon. I myślę, że przez to uczestników w przyszłości będzie wciąż przybywać. Aż w końcu dojdziemy do momentu, gdy teren Międzynarodowych Targów Poznańskich stanie się za mały. I wtedy będzie problem.

 

Wszystkie zamieszczone zdjęcia zostały wykonane przez Odłamki Chaosu.

Podziel się.