Pyrkon – czyli Łyżka dziegciu w beczce miodu

0

Pyrkon – czyli Łyżka dziegciu w beczce miodu

Trudno jest obiektywnie ocenić tegoroczny konwent w Poznaniu. Ciągle w przeważającej mierze fantastyczny, niż rpg-owy, ale taki właśnie jest charakter Pyrkonu. Miał on kilka bardzo pozytywnych stron i właściwie tylko jedną wadę, która przynajmniej mi zepsuła całą zabawę.

Zacznę on tego, co moim zdaniem było dobre:

Program – po prostu świetny. Wypadło trochę punktów np. „Miasta średniowiecznej Europy”, ale odbyło się to prawie bezboleśnie, ponieważ organizatorzy odwołując prelekcje byli bardzo kulturalni, a reszta programu, która się odbyła, stała na bardzo wysokim poziomie. Postaram się wymienić kilka punktów, które na mnie wywarły ogromne wrażenie: „Jak współpracować z czasopismami”, prelekcje o truciznach i epidemiach, „Spotkanie autorskie z Andrzejem Sapkowskim”, „Władca Pierścieni: krajobraz po filmie”, „Sztuczna inteligencja: fakty i mity”, prezentacje 7th Sea i L5K, „Sesje improwizowane” – właściwie z jakiejkolwiek prelekcji, na którą się wybrałem wychodziłem zadowolony.

Trudno nie wspomnieć o pokazach walk rycerskich, które odbyły się na boisku szkolnym. Poziomu technicznego uczestników nie umiem ocenić, bo się na tym nie znam, ale starcia szczególnie grupowe wyglądały bardzo prawdziwie i dostarczały wielu emocji. Nawet polała się krew…

Moim zdaniem program Pyrkonu przyćmił nawet ten z Dracoola 2002. Życzyłbym sobie, aby na każdym konwencie o poziom przybyłych prelegentów zadbano tak dobrze, jak na tegorocznym Pyrkonie.

Bufet – kultura pań tam sprzedających mile mnie zaskoczyłam, tak samo jak smak dań, które tam podawano. Ceny też były przyjazne klientowi.

Swoje podstawowe zadanie obsługa wypełniała bez zarzutu. Przede wszystkim byli tam gdzie być powinni i nie kryli się po kątach, jak na niektórych innych konwentach. Jeśli chodzi o picie napojów wyskokowych organizatorzy raczej zaufali dojrzałości uczestników i okazało się, że nie pomylili się. Na konwencie było czysto niestety panował porządek. Nawet w toaletach było mydło w płynie.

Teraz niestety pora na największy i chyba jedyny minus Pyrkonu. Chodzi mi o wspólną sypialnie dla wszystkich uczestników w sali gimnastycznej. Ten, kto to wymyślił, moim zdaniem chyba nie był nigdy na żadnym konwencie. Przecież tzw. poza programowe „życie konwentowe” to bardzo ważna część każdej tego typu imprezy. Nie wiem dlaczego organizatorzy chcieli chyba uczestników konwentu skoszarować. Spanie tylko w sali gimnastycznej, rzeczy w szatni, granie w klasach, a przyrządzanie posiłków nie wiadomo gdzie. Nie było nawet jak w spokoju zrobić sobie zupki. Bo niby jak biegając między ubikacją, klasą i salą gimnastyczną? Dodatkowo szkoła była ogromna, co normalnie jest plusem, ale w tym wypadku znacznie utrudnia życie. Dla mnie największym skandalem imprezy jest napis, który widniał przy wejściu do sali gimnastycznej, który mniej więcej brzmiał tak: „Tu się tylko śpi, a jeśli nie to wyjazd” (napisany odręcznie przez organizatora w momencie otwierania sali). I tak uczestnicy konwentu szybko zaczęli zachowywać się w sali gimnastycznej tak samo jak na normalnym konwencie w klasach. Najbardziej zdziwiło mnie to jak o godzinie około pólnocy w Sali gimnastycznej bez uprzedzenia zgaszono światło, a przecież nie każdy ma przy sobie latarkę. Denerwujące było również to, ze za spanie na terenie konwentu trzeba było dodatkowo zapłacić, bo przecież w klasach spać zabroniono.

Jaka ogólna moim zdaniem jest szkolna ocena Pyrkonu? 3+, a szkoda bo mogło być o wiele, wiele lepiej i bardzo żal jest mi wielu spośród organizatorów, obsługi i prelegentów konwentu, którzy zasługują na podziw. Szkoda.

Podziel się.