Relacja z Falkonu 2018

0

Tegoroczny Falkon zaskoczył nas zmianą terminu o prawie miesiąc w przód, mianowicie odbył się 12-14 października 2018 roku, dzięki czemu uczestnicy mogli cieszyć się nieco korzystniejszą i cieplejszą aurą pogodową. XIX edycja za główny motyw przyjęła “wschód słowiańskich mitów”, a co za tym idzie, atrakcje i atmosfera nawiązywały bezpośrednio do kultury naszych prasłowiańskich przodków.

Podstawowe informacje

Lokalizacja zarówno konwentu jak i szkół – programowej oraz noclegowej – nie uległa zmianie. Po raz kolejny mogliśmy cieszyć się bliskim sąsiedztwem dworca kolejowego i autobusowego, które jest jedną z wielu zalet Targów Lublin. Niestety, w tym roku zaobserwowałam problem z komunikacją miejską między conplacem a szkołą noclegową, co najbardziej odczuwalne było nocą. Autobusy jeździły rzadko, a ponadto jedyne, bezpośrednie połączenie objeżdżało uprzednio pół miasta, co wzbudzało zdenerwowanie i zniecierpliwienie uczestników konwentu.

Pomimo pozornych zalet przesunięcia terminu Falkonu z początku listopada na połowę pogodnego, słonecznego października, festiwal pokrył się z dwoma wydarzeniami, które mogły wpłynąć nie tylko na liczebność jego uczestników, ale także bezpieczeństwo i ogólną ocenę konwentu. Były to PGA – Poznań Game Arena, przyciągające większość miłośników gier i świata e-sportu oraz pierwszy w historii Marsz Równości w Lublinie wraz z towarzyszącą mu kontrmanifestacją środowisk narodowych i nacjonalistycznych, które stanowiły największe zagrożenie dla konwentowiczów. Odbywający się feralnego 13 października mecz jednej z miejscowych drużyn piłkarskich spotęgował poczucie zagrożenia do tego stopnia, iż wieczorem wśród uczestników i organizatorów festiwalu rozniosła się prośba o możliwe schowanie identyfikatorów i wszelkich gadżetów związanych z samym konwentem czy symboliką środowiska LGBT+. Na szczęście, mimo ostrzeżeń przed niebezpiecznymi grupami kibiców zbliżającymi się w okolice Targów Lublin, nie doszło do żadnych incydentów.

Po przekroczeniu bram akredytacji

Oczywiście czym byłby konwent bez pamiątkowej smyczy z identyfikatorem, na którym możemy zapisać swoje imię lub pseudonim? Po zaakredytowaniu każdy z uczestników dostawał podstawową wyprawkę, czyli informator, oddzielną broszurę z tabelą programową, osobny spis paneli odbywających się na antresoli oraz garść ulotek, m.in. Warszawskich Targów Fantastyki czy fragment niewydanej jeszcze piątej części serii Meekhan autorstwa Roberta M. Wegnera. Tu zaczynał się poważny, choć niedorzeczny problem. Mianowicie jakość i rozmiar czcionki w tabeli programowej, która była zdecydowanie zbyt mała i przez to nieczytelna. Co prawda, wszystkie atrakcje były wypisane wraz z dłuższym opisem w informatorze, lecz w trakcie przemieszczania się między kolejnymi punktami programu dobrze skonstruowana tabela jest o wiele wygodniejsza i wręcz niezbędna. Zatem uczestnicy często radzili sobie, pobierając ją na telefony z oficjalnej strony Falkonu. O literówkach w informatorze nie zamierzam się rozpisywać, gdyż dobra korekta to podstawa każdego dokumentu drukowanego, zwłaszcza gdy tego typu błędy pojawiają się w nazwiskach zaproszonych gości.

Już zbliżając się w stronę Targów, mogliśmy dostrzec niespotykany tłok na dotąd niewykorzystanej przestrzeni przed budynkiem, a wszystko to za sprawą pola foodtruckowego, które w tym roku zastąpiło punkt gastronomiczny zwykle zajmujący przestrzeń hali wystawców lub games roomu. To jedno z lepszych rozwiązań na tegorocznej edycji Falkonu, na jakie organizatorzy mogli sobie pozwolić dzięki przesunięciu jego terminu, bo jak wiadomo, głodny konwentowicz to zły konwentowicz. W ten sposób po zaliczeniu wszystkich trafiających w nasz gust prelekcji, wydaniu zdecydowanie zbyt wielu pieniędzy na hali wystawców czy spaleniu resztek kalorii w szkole programowej podczas gier ruchowych, mogliśmy skosztować robionej na miejscu pizzy, frytek belgijskich czy nawet smażonych oscypków z żurawiną. Największą aprobatą cieszył się jednakże ogródek serwujący pełnoletniej części uczestników zimne piwo, które niestety zbyt szybko się kończyło. Niewystarczająca ilość beczek piwa oraz stolików dla imprezujących konwentowiczów to jedyne mankamenty, na które można było narzekać.

Ponadto, na terenie Targów jak zwykle mogliśmy posilić się w tamtejszym barze na piętrze I czy orzeźwić się stałym punktem większości konwentów – bubble tea.

Wielki powrót sceny

Kolejnym ogromnym plusem tegorocznej edycji (w przeciwieństwie do poprzedniej) jest powrót sceny, umożliwiającej wprowadzenie dodatkowych, ciekawych atrakcji takich jak nawiązującego do tematyki Falkonu pokazu mody słowiańskiej, konkursu piosenki krasnoludzkiej czy przeprowadzenie konkursu cosplay w jego standardowej wersji. Ostatni punkt programu zdecydowanie ucieszył uczestników ubiegłorocznej edycji, którzy szeroko krytykowali decyzję organizatorów poprzedniego Falkonu o zerwaniu z tradycją scenek cosplayowych.

Scena znajdująca się na hali wystawców, a zwłaszcza miejsce przeznaczone dla widowni było niestety mniejsze niż na poprzednich edycjach konwentu, lecz już sama jej obecność ucieszyła uczestników. Wszelkie zdenerwowanie czy inne negatywne emocje zdecydowanie rozwiały pełne pozytywnej energii koncerty zespołów takich jak Ursa, 6BM czy Ethnopolia, a zwłaszcza piątkowe show głównej gwiazdy muzycznej – grupy Żywiołak.

Games room uwolniony!

Nic tak nie ucieszyło fascynatów planszówek jak odciążenie hali przeznaczonej na games room, która w poprzednich latach była zatłoczona innymi punktami, z czego największe kontrowersje wzbudziło ubiegłoroczne połączenie strefy gastronomicznej z salą gier. W tym roku cała przestrzeń była zagospodarowana na korzyść gromaniaków i przepełniona różnokształtnymi stołami tak, że przez większość czasu znalezienie wolnego stolika nie sprawiało problemu. Choć i tak były pory przepełnienia, co tylko pokazuje, jak ważnym elementem konwentów są gry planszowe i karciane.

W tym roku organizatorzy postanowili podtrzymać nowy system wypożyczania polegający na wypełnieniu karty z naszymi danymi osobowymi, pozostawianej pod zastaw zamiast dokumentów tożsamości. Uczestnicy nadal nie byli przekonani do tej metody, lecz trzeba przyznać, że w tym roku cała procedura szła dość sprawnie, a karty wydawane były regularnie, dzięki czemu konwentowicze nie obawiali się w takim stopniu zagubienia ich danych osobowych. Po ubiegłorocznym doświadczeniu helperzy wiedzieli co robić, a jeśli były jakieś wątpliwości lub problemy, nowicjusze mieli możliwość zasięgnięcia rady u bardziej wprawionej i obeznanej osoby, która zawsze była w gotowości.

Prelekcje (prawie) po słowiańsku

Tematyką przewodnią tegorocznego Falkonu, jak wcześniej wspomniałam, były kultura i mitologia Słowian, co przekładało się także na obszar prelekcji oraz innych atrakcji towarzyszących. Zatem, prócz standardowych paneli poruszających wątek szeroko rozumianej fantastyki czy nauki, mogliśmy wziąć udział w prelekcjach o słowiańskich obrzędach pogrzebowych, baśniach, mitologicznej wizji stworzenia świata, lecz także poznać kulturę seksualną średniowiecznych Słowian oraz ich synonimy zwrotu “chędożyć”. Nawet blok mangi i anime miał do zaoferowania iście komparatystyczną prelekcję porównującą japońskie Ayakashi ze słowiańskimi demonami. Natomiast w niedzielne południe mogliśmy wziąć udział w warsztatach języka prasłowiańskiego i wspólnym tłumaczeniu tekstów z tegoż dialektu na język polski.

Oprócz mitologicznej podróży w przeszłość naszego kulturowego dziedzictwa, XIX edycja konwentu jak zazwyczaj kusiła szerokim gronem zaproszonych gości ze świata literatury, nauki, filmu, a także postaciami znanymi uczestnikom z e-sportu, cosplayu czy tzw. social mediów. Największym zainteresowaniem jak co roku cieszyli się twórcy z Grupy Filmowej Darwin, lecz również szerokie grono fanów zebrali na swych spotkaniach autorskich oraz dyżurach autografowych pisarze tacy jak: Jacek Piekara, Andrzej Pilipiuk czy Robert M. Wegner.

Standardowo, niestety, zarówno uczestnicy jak i autorzy atrakcji skarżyli się na jakość i komfort prowadzenia prelekcji w namiotach, zwłaszcza w godzinach przedpołudniowych, gdy słońce skutecznie uniemożliwiało korzystanie z rzutnika, który w przypadku wielu paneli był niemal niezbędny. Problem stanowiły także wyjątkowo słabe baterie i liczne problemy z mikrofonami, co najbardziej kłopotliwe było w przypadku dyskusji i spotkań prowadzonych na antresoli, gdzie hałas i gwar dobiegający z parteru zagłuszał gości, przez co uniemożliwiał komunikację prowadzących ze słuchaczami.

Oczywiście Falkon to nie tylko siedzenie na prelekcjach lub oczekiwanie w “kolejconach” do ulubionego artysty. Na konwencie znalazły się również atrakcje takie jak różnego rodzaju gry – od e-sportu, przez RPG, po gry ruchowe i muzyczne. Popularnością cieszyły się wielotematyczne larpy, z których część także nawiązywała do mitologii słowiańskiej, tudzież nordyckiej. Główny motyw przedarł się również do gry karaoke jaką jest Ultrastar, gdzie ostatniego dnia mogliśmy wziąć udział w Turnieju Pieśni Słowiańskiej.

Podsumowanie

Po zestawieniu wszystkich mocnych punktów i porażek tegorocznego Falkonu, dochodzę do konkluzji, iż organizatorzy jednak wyciągnęli wnioski z zeszłorocznych mankamentów, które na przykładzie sceny czy chaosu w wypożyczalni gier planszowych zostały w tym roku rozwiązane i naprawione. Nadal poważną słabością konwentu jest brak wystarczającej ilości sal prelekcyjnych umożliwiających komfortowe przeprowadzenie wykładów czy spotkań autorskich, ponieważ nie jest to pierwsza edycja, podczas której uczestnicy i prelegenci skarżą się na prześwietlone namioty czy hałas na antresoli. Plusem zdecydowanie był większy games room i wyprowadzenie gastronomii poza teren Targów Lublin, co pozwoliło na zagospodarowanie tej powierzchni na inne atrakcje.

Podziel się.