Relacja z Animatsuri 2019

0

Warszawski Festiwal Kultury Japońskiej Animatsuri to jedna z największych i najważniejszych imprez tego typu w Polsce. Co roku ściąga rzesze fanów dalekowschodniej kultury z całego kraju. Jak udała się tegoroczna edycja i czy warto przyjechać tu za rok? Postaram się odpowiedzieć w poniższym tekście.

Conplace i wejście

Konwent odbywał się w Centrum Konferencyjno-Szkoleniowym fundacji Nowe Horyzonty, położonym około dwudziestu minut jazdy autobusem od centrum Warszawy. Dojazd wspomnianym środkiem transportu był bardzo dobry, autobusy odjeżdżały co kilkanaście minut, również późnym wieczorem, co na pewno było dużym komfortem. Gdy przyjechałem na miejsce w piątek, około dwie godziny po oficjalnym rozpoczęciu konwentu, zastałem sporą kolejkę, jednak z tego co zauważyłem, posuwała się dość sprawnie. Ci, którzy zakupili bilet wcześniej za pomocą systemu Fouton, otrzymywali na wejściu przypinkę, smycz oraz plakat, a niektórzy także wachlarz z logiem Animatsuri. Kupujący na miejscu mogli otrzymać tylko przypinkę i smycz, ale tylko do wyczerpania zapasów i tylko do wejściówek trzydniowych. Bardzo spodobała nie się tegoroczna grafika konwentowa, która była na konwentowym merchu: kubkach i koszulce.

Nie wiem jak z akredytacją zwykłych uczestników, ale w przypadku mediów był lekki chaos. Obsługa nie wiedziała do jakiego stoiska mnie odesłać, a gdy się to już udało, nie wydano mi opaski uprawniającej do noclegu, także musiałem się po jakimś czasie po nią wrócić. Skoro już mowa o noclegu, to możliwość spania w sleeproomach była tylko dla konwentowiczów, którzy wykupili wejściówki  wcześniej przez internet. Nie było możliwości dokupienia ich na miejscu. Strefa noclegowa znajdowała się na trzecim piętrze budynku głównego oraz w sali gimnastycznej w Budynku G. Tylko w tej drugiej lokalizacji był dostęp do pryszniców.

IMG_0028.jpg

Stanowiska akredytacyjne

Atrakcje po raz pierwszy

Zanim przejdę do opisu atrakcji, wspomnę że nie mieliśmy do dyspozycji tradycyjnego papierowego informatora z rozpiską programową. Głównym narzędziem do szukania interesujących nas punktów programu stała się więc aplikacja Konwencik

Ale do rzeczy, konwent był trzydniowy, więc na ilość godzin programu nie można było narzekać, zwłaszcza że nie brakowało również atrakcji nocnych. Gości także nie brakowało i to z wielu dziedzin. Swoich przedstawicieli miał cosplay, tradycyjna kultura japońska, sztuki muzyczne czy plastyczne, sztuki walki, a także… czytanie filmów i seriali. Tak, spotkanie z lektorem Tomaszem Knapikiem było dla mnie jednym z ciekawszych momentów na tegorocznym Animatsuri. Pan Knapik odpowiadał na pytania uczestników, a że potrafił się rozgadać, to odpowiedzi były bardzo obszerne. Śmiało można powiedzieć, że dygresja była tu motywem przewodnim. Inną atrakcją, która bardzo mi się spodobała, był występ grupy Kobito Rakugo, prezentującej (a jakże by inaczej) rakugo. Dla niezorientowanych w temacie wyjaśniam, że jest to japoński teatr jednego aktora, przypominający trochę naszą europejską sztukę gawędziarstwa, przy czym tu aktor wciela się w różne postacie, a nie opowiada historię z pozycji narratora. Scenki były różne, jedne zabawne, inne poważne, ale wszystkie ciekawe. Dwie godziny minęły bardzo szybko.

Poza budynkiem również działy się rzeczy, tutaj głównym punktem był amfiteatr. W nocy królowała tam mafia (oczywiście mam na myślę grę, na szczęście konwent odbywał się w spokojnej dzielnicy, więc odwiedzin grup przestępczych nie było). Za dnia mieliśmy pokazy i warsztaty kendo, koncert fortepianowy muzyki z anime, późnym wieczorem pokaz laserowy. Oczywiście nie mogło zabraknąć baseniku, który jest jednym ze znaków rozpoznawczych Animatsuri. Pogoda dopisywała, więc chętni na zabawę w wodzie się znaleźli.

IMG_0237.jpg

Jedna z atrakcji na zewnątrz – warsztaty japońskich sztuk walki

Atrakcje po raz drugi

Tradycyjnie na konwentach magnowych jedną z najważniejszych atrakcji jest konkurs cosplay. Jak wyglądał na Animatsuri? Po pierwsze, zapowiedzi występów były odczytywane przez Pana Tomasza Knapika (na wcześniejszym panelu opowiadał, że prawidłowe wypowiadanie nazw serii czy postaci nie było dla niego łatwe, więc nagrania wykonywał po kilka razy). Niestety, nie spisała się najlepiej dwójka konferansjerów, która mówiła sztywno, opowiadała słabe żarty, ale przede wszystkim kwestie były odczytywane z kartki. Wspominali, co prawda, że był to ich pierwszy występ w roli prowadzących, ale mimo wszystko powinni się trochę lepiej przygotować, a zwłaszcza podarować sobie te kartki z kwestiami. Inną negatywną rzeczą, która zwróciła moją uwagę, było przekleństwo, które padło podczas jednego z występów. Więcej grzechów nie pamiętam, zaś sam konkurs pod względem artystycznym oraz liczby uczestników stał na dobrym poziomie.  

Podczas obrad jury zostaliśmy uraczeni skróconą wersją musicalu My Hero Musical, którą miesiąc temu można było obejrzeć w całości podczas Magnificonu. Grupa prowadzona przez Kairi zrobiła niesamowite show, również w tej wersji „demo”. Patrząc na owacje na stojąco, jakie aktorzy dostali na koniec, mogę śmiało powiedzieć, że ta przerwa w konkursie była ciekawsza niż sam konkurs. 3 sierpnia miała miejsce premiera pełnej wersji musicalu na YouTube, więc tych, którzy jeszcze nie mieli okazji zaznajomić się z tym dziełem, zachęcam, bo naprawdę warto!

Kulminacyjną atrakcją na main roomie i dla niektórych najważniejszą na całym konwencie był koncert vocaloidów, podczas którego mogliśmy zobaczyć hologramy najpopularniejszych vocaloidów z Hatsune Miku na czele. Koncert zaczął się z niewielkim opóźnieniem po 23 i trwał dwie godziny. Wielu uczestników dało się porwać szaleństwu, nie brakowało fanów z glowstickami, tworzących klimat rodem z Shibuyi w Tokio. Zainteresowanie było bardzo duże, więc wnioskuję, że podobne spektakle będą się pojawiać na konwentach częściej.

Otoczka i konwencja

Animatsuri odbywa się w lipcu, a jak wiadomo, zazwyczaj jest wtedy gorąco. Organizatorzy zadbali jednak, aby uczestnicy byli odpowiednio nawodnieni i dzięki współpracy z Warszawską Kranówką na konwencie pojawił się beczkowóz, gdzie za darmo można było napić się wody. Jeśli chodzi o jedzenie, była w budynku specjalna strefa gastronomiczna. Największym zainteresowaniem cieszyło się stoisko serwujące kruszony lód z syropem. Niemal non stop była do niego długa kolejka. Z innych opcji jedzeniowych były okonomiyaki oraz bubble tea, której niestety frykasem nazwać nie można. Wiele osób narzekało, że była niedobra. Ponadto, na zewnątrz, przy wejściu do Budynku A, stał grill z kiełbaskami i mięsem – idealne rozwiązanie dla osób lubiących opcję „dobre i tanie”.

Wystawcy znajdowali się na drugim i trzecim piętrze głównego budynku. Na asortyment nie można było narzekać, każdy fan kultury japońskiej mógł tam znaleźć coś dla siebie. Na czwartym piętrze zorganizowana była duża stref gier, mieszcząca się w jednej dużej sali. Najwięcej przestrzeni zajmowała konsolówka, gdzie strefę miała gra Sekiro. Swój kącik mieli fani gier muzycznych oraz Osu! Stosunkowo najgorzej miały się planszówki, na które najlepiej mieć spokojne miejsce, a które ostatecznie wylądowały obok głośnych gier muzycznych. Na Ultrastara zabrakło już miejsca w sali, więc wystawiony został na korytarzu, tuż obok gastronomii. Dzięki temu powiedzenie „grać do kotleta” na Animatsuri przekształciło się w „śpiewać do zupki chińskiej”, a że sponsorem konwentu była Oyakata, to zupek nie brakowało.

IMG_0404.jpg

Jedno z wielu stoisk na Animatsuri

Konwencją Animatsuri był w tym roku cyberpunk. Z mojej perspektywy ograniczało się to wyłącznie do konwentowych grafik. Tak, wiem, że zorganizowano LARPa w tej tematyce, który był nagłaśniany przed konwentem. Nie brałem w nim udziału i wydaje mi się, że dla osób takich jak ja klimat konwencji był zupełnie niewyczuwalny.

Moje wrażenia

Zanim podzielę się wrażeniami, najpierw kilka statystyk. W oficjalnym poście na Facebooku Stowarzyszenie Animatsuri chwali się że tegoroczna frekwencja była o 20% wyższa niż ostatnio i wynosiła ona około 2500 osób, co czyni z Animatsuri jedną z największych imprez o tematyce M&A w kraju. Pod względem poziomu atrakcji i ogólnego klimatu porównałbym ją do pewnego dużego krakowskiego konwentu. Pod względem tego jak się na niej bawiłem, również. Jestem ze Śląska, więc Warszawa nigdy nie była mi po drodze, a zwłaszcza w lipcu, kiedy wiele się dzieje, nie tylko w fandomie, ale postaram się za rok przyjechać tu znowu. Gdyby ktoś mnie zapytał, czy polecam Animatsuri, odpowiem jednym słowem. Tak. 

 

Wszystkie zamieszczone zdjęcia zostały wykonane przez Adrian Kulik.

Podziel się.