WTF 2018: edycja wiosenna – relacja

0

Jeśli pamiętacie, poprzednia odsłona Warszawskich Targów Fantastyki odbyła się zaledwie kilka miesięcy temu, na początku października, a tu proszę, znowu się dzieje! Dwa dni imprezy, sto dwa stoiska, stu trzynastu wystawców. Warszawskie Targi Fantastyki wyraźnie nabierają rozpędu.

Co? Gdzie? Jak?

Od poprzedniej edycji Warszawskie Targi Fantastyki odbywają się w Domu Towarowym Bracia Jabłkowscy, przy ulicy Brackiej w Warszawie. Przede wszystkim budynek jest świetnie skomunikowany; osoby spoza Warszawy mają do niego jakiś kwadrans spaceru spod Dworca Centralnego. Kolejną zaletą jest estetyka. Z zewnątrz wygląda dosyć niepozornie, natomiast w środku – architektoniczna perełka. Otwarte przestrzenie, piękna klatka schodowa, witraże, ruchome schody i windy, co poniekąd stanowi fantastyczną oprawę dla imprezy łączącej ze klimaty retro z nowoczesnością. 

Dla tych co pierwszy raz, i nie czytali poprzedniej relacji, nadmieniam szybko, że WTFy są na chwilę obecną jedyną w kraju imprezą o charakterze targowym. Jej celem jest promowanie przedsiębiorców, którym udało się połączyć fantastyczne zainteresowania ze sposobem na utrzymanie się w “dorosłym” życiu.

Przy całej handlowej otoczce, wydarzenie nosi też znamiona małego konwentu. Są tu wystawy, pokazy, gamesroom, cosplayerzy, “panele dyskusyjne” czy spotkania z gośćmi. Podczas tej edycji zjawiło się ich dwunastu, w tym między innymi Maciej Parowski, członkowie redakcji magazynu Fenix, Maja Lidia Kossakowska i Ewa Białołęcka.

Nie zabrakło znajomych buź wystawców, u których czym prędzej uzupełniało się zapasy, ani też nowych twarzy polskiego biznesu fantastycznego. Zakupić można było niemal wszystko, prawie jak w Harrodsie (znacie tę anegdotę o człowieku, który zażyczył sobie kupić tam słonia – nie dość, że zapytano go czy chciałby afrykańskiego czy indyjskiego, to jeszcze czekał na dostawę zaledwie dzień), ubrania, biżuterię, kosmetyki, produkty spożywcze czy wyposażenie domu (może jeszcze nie fotele i stoły, ale do tego już chyba całkiem blisko).

Co więcej?

Podobnie jak poprzednim razem, drugie piętro zdominowała Strefa Gości, gdzie poza spotkaniami z autorami serwowano też okolicznościowe ciasta (jeśli ktoś się załapał), oraz gamesroom, pełen stolików do testowania gier, w tym na przykład Stworzy. Na parterze można było obejrzeć wystawę malarstwa Małgorzaty Bańkowskiej czy modeli z Funky Koval. Nocarze natomiast znaleźli lepszą kryjówkę, przenieśli się do piwnic, a ich miejscówkę zajął Sztukater.

Tak na marginesie dodam, że Stowarzyszenie Sztukater zajmuje się imponująco szerokim wachlarzem tematów. Na Targach Fantastyki zjawiło się w ramach Ogólnopolskiej Zbiórki Darów Kulturalnych. Polega ona na zbieraniu używanych książek w celu przekazania ich dalej – domom dziecka, placówkom oświatowym, hospicjom czy innym organizacjom, których zadaniem jest walka z wykluczeniem społecznym. Akcja spotkała się z poważnym odzewem ze strony uczestników i początkowo skromny stosik w ciągu dwóch dni zajął niemal całą wolną przestrzeń wokół. Zebrano 832 książki oraz 87 komiksów.

W tym roku, za co należy się wielki plus, zadbano także o to, aby uczestnicy mieli gdzie zostawić kurtki. Zaraz przy punkcie akredytacyjnym (ograniczonym stojakami porządkującymi kolejkę, kolejny plusik) rozstawiono szatnię, co przy zimowych ubraniach okazało się istnym wybawieniem dla odwiedzających. Wiadomo, na takich targach każda wolna ręka jest na wagę złota!

Było też nieco lepiej jeśli idzie o drożność korytarzy. Korki trafiały się sporadycznie; małe zatory szybko się udrażniały, a ruch rozkładał się stosunkowo równomiernie. Co jest naprawdę niezłym osiągnięciem, gdyż wiosenna odsłona cieszyła się dużą popularnością. Według danych podsumowujących, imprezę odwiedziło 3813 osób (nie wliczając w to dzieci ani wystawców), tym samym pobito rekord poprzedniej edycji – 2177 osób.

Z minusów…

Nie mogę się za mocno czepiać, bo spodziewam, się że trudno to zorganizować, ale przydałyby się dodatkowe miejsca siedzące. Schody były niemal nieustannie okupowane przez osoby poszukujące chwili wytchnienia. A trzeba jednak włożyć trochę energii w obejście wszystkich tych świetnych stoisk. Po całym dniu spędzonym na imprezie nogi wchodziły mi… w tę mniej szlachetną część pleców, a jedyne co pozostawało, to znaleźć jakiś wolny kawałek podłogi.

Spacerowanie wzdłuż stoisk to jedno, a co innego stać podczas spotkania. Niektórzy z zaproszonych gości mieli bardziej pogadanki niż sesje stricte autografowe. Część z zebranych słuchaczy przestępowała więc miarowo z nogi na nogę, inni siadali na podłodze. Z tej pozycji w ogóle trudno było zobaczyć cokolwiek, gdyż gości, i tak „ginących” w przepastnych czeluściach kanap, zasłaniały dodatkowo stoły.

W strefie gastro bez większych zmian logistycznych. Na wybór jedzenia nie można było narzekać. Kołacze węgierskie, pierogi, naleśniki, lody, a nawet prawdziwa chałwa (mam na myśli taką nachalnie słodką i włóknistą, przyklejającą się do zębów). Imprezie jednak i tym razem towarzyszył zapach smażenia, a czasem nawet i palenia. Nie wydaje mi się, aby można było z tym zrobić coś więcej… choć i tak było nieco przewiewniej niż w ubiegłym roku.

Podsumowując…

Targi są bez wątpienia imprezą, którą warto sprawdzić. Nie ma wariackiego biegania za salami prelekcyjnymi, można sobie bez żalu przeglądać oferty dobrze znanych (i tych mniej znanych również) wystawców godzinami, albo zwyczajnie gawędzić o produktach. Członkowie fandomu z pewnością spotkają tam wielu swoich znajomych, a osoby w ogóle nie majace z tym środowiskiem nic wspólnego, też nie stracą czasu odwiedzając imprezę. Cieszy także to, że Targi stają się rodzinne i nie mówię tu tylko o opcji “zdania” dziecka do Kids Zone, ale możliwości przejścia się z nimi na fantastyczne zakupy, z których frajdę będą miały i pociechy, i rodzice.

Podziel się.