Mackowe szaleństwo(?) we Wrocławiu

0
W końcu nadszedł ten dzień, kiedy gwiazdy ułożyły się w prawidłowym porządku. W całej Polsce docierają do tych co wsparli zbiórkę crowdfundingową ich kopie polskiej wersji 7. edycji “Zewu Cthulhu”. Możliwy był także odbiór osobisty, a w ramach tego zorganizowane zostały wydarzenia w największych miastach Polski, w tym i we Wrocławiu, gdzie miałem przyjemność na taki event pójść. Oprócz odbioru, miały być zapewnione inne atrakcje, jak m.in. sesje.

Jak pewnie pamiętacie, niemalże równo rok temu rozpoczęła się zbiórka, mająca na celu ufundowanie nowego “Cthulhu” za pośrednictwem wydawnictwa Black Monk Games. Sukces był spektakularny, łącznie udało się zebrać ponad milion złotych oraz odblokować wszystkie progi, a wszystkim wspierającym pozostało czekać. Na szczęście czas tego oczekiwania już się skończył.

Wydarzenie odbyło się w sobotę, 19-go października 2019 roku, we wrocławskim pubie AR-Bar, znajdującym się na rynku. Był to jedyny możliwy termin na samodzielne odebranie paczki, dlatego spodziewałem się niemałego zamieszania. Gdy jednak przybyłem przed godziną 15-tą, o której miało rozpocząć się wydarzenie, było zaledwie z 10 osób.

Początek zaliczył kilka minut obsunięcia, ale nie przytłumiło to pozytywnych nastrojów towarzystwa. Weszliśmy wszyscy do środka, usiedliśmy i zaczęliśmy oczekiwać, co teraz nastanie. Cóż, zostaliśmy po prostu zawołani do innego pokoju, by ustawić się w kolejkę i odbierać paczki. I nie ma nic w tym złego, ale zabrakło mi w tym momencie jakiejś krótkiej chociaż przemowy, podsumowującej kampanię, czy nawet wyrażającą wdzięczność za wsparcie i przybycie.

Samo wydawanie paczek szło bardzo sprawnie, a za koordynację tego odpowiadał Szymon Adler z Black Monk Games. Zawartość każdej paczki była skrupulatnie sprawdzana, a gdy wszystko się zgadzało, wspierający podpisywał odbiór i odchodził szczęśliwy (bo jeszcze poczytalny 😉). Do Wrocławia przyjechało około 43. takich paczek, co jest wynikiem w skali Polski przyzwoitym. Przyznam jednak, że spodziewałem się większej ilości osób, które wybiorą odbiór osobisty, jak i w ogóle więcej gości w lokalu (odbierać można było między 15 a 20, ale jedynie na początku pojawiła się większa “fala”). Z tego co udało mi się ustalić, nikomu niczego ważnego nie brakowało, może poza naklejką czy pocztówką, co jest na duży plus!

Jak wiemy, dla autorów cała kampania crowdfundingowa była ogromnym wyzwaniem, ale trzeba przyznać – udało im się spełnić główny cel. Choć początkowo podręczniki mieliśmy dostać już w czerwcu tego roku, to wspierający, z którymi rozmawiałem, byli wyrozumiali. Zgodnie stwierdzili, że wolą poczekać i dostać dopracowany produkt, i że najprawdopodobniej wezmą udział w podobnej zbiórce w przyszłości.

Być może zdążyliście już zapomnieć o obiecanych sesjach, o których wspomniałem na początku. I niestety, organizacja też poniekąd zapomniała, bo pomysł nie został zrealizowany. Mistrz Gry, z którym rozmawiałem, miał podpisać umowę, ale ani nie dostał umowy, ani żadnych chętnych graczy. Zresztą, widząc jak szybko ludzie wychodzili ze swoimi przesyłkami, nie dziwi mnie, że brakowało Badaczy Tajemnic. I wielka szkoda. Bo to wydarzenie miało możliwość być czymś więcej, zlotem fanów Cthulhu, niestety tak się nie stało. Gdyby postarać się zaangażować lokalne społeczności, zacieśnić współpracę z AR-Barem (dekoracje czy jakieś tematyczne drinki byłyby super!), lepiej rozgłosić informacje o evencie, myślę, że mogłoby to przyciągnąć wielu chętnych cthultystów.

Pomimo mojego niedosytu, jak i moich znajomych czy co poniektórych uczestników, wydarzenie spełniło swoją funkcję i nie można Black Monkowi nic zarzucić. Ostatecznie bowiem wszyscy i tak byli zadowoleni, bo w końcu dorwali w swoje ręce (a może macki?) długo wyczekiwany przezeń własny egzemplarz “Zewu Cthulhu”.

Dawid Skowroński

Podziel się.